
Dirk uniósł rękę, by odgarnąć z oczu kosmyk brązowych, upstrzonych siwizną włosów. Nagle, mimo woli, przypomniał sobie, że Gwen zawsze odgarniała jego włosy, gdy chciała go pocałować.
Poczuł się bardzo zmęczony i zagubiony. Jego starannie pielęgnowany cynizm zachwiał się w posadach. Na barki Dirka spadł ciężar, widmowy ciężar człowieka, jakim był kiedyś. Rzeczywiście zmienił się przez te lata. Zawsze powtarzał, że zmądrzał, lecz nagle ta mądrość nabrała w jego ustach posmaku goryczy. Jego bezładne myśli zatrzymały się na obietnicach, które złamał, marzeniach, które odłożył na później, by potem o nich zapomnieć, ideałach, których się wyrzekł, wspaniałej przyszłości, którą pochłonęły zgnilizna i nuda.
Dlaczego mu o tym przypomniała? Upłynęło zbyt wiele czasu, a on zbyt wiele przeżył. Zapewne to samo dotyczyło jej. Poza tym nigdy naprawdę nie chciał, by zrobiła użytek z szeptoklejnotu. To był tylko głupi gest, niedojrzałe pozerstwo młodego romantyka. Żadna rozsądna, dorosła osoba nie mogłaby od niego wymagać dotrzymania tak niedorzecznej przysięgi. Nigdzie nie poleci, oczywiście. Przecież nie zdążył jeszcze poznać Braque, miał własne życie, ważne sprawy. Minął bardzo długi czas i Gwen przecież nie mogła oczekiwać, że wsiądzie dla niej na statek i uda się do zewnętrznych światów.
Wyciągnął z niechęcią rękę i ujął klejnot w dłoń, zaciskając ją na nim mocno. Postanowił, że wyrzuci kamień przez okno, w ciemne wody kanału, a wraz z nim wszystko, co oznaczał. Gdy jednak klejnot znalazł się w jego uścisku, przerodził się w lodowate piekło, a wspomnienia zakłuły go jak noże:
…dlatego, że ona cię potrzebuje, wyszeptał klejnot. Dlatego, że obiecałeś.
