Daleko, pod bawełnianą pościelą, jego ręce zaczynają się poruszać. Później, gdy zapada w sen zupełnie innej jakości, telefon pod jego poduszką odgrywa cichą i krótką melodyjkę.

— Tak?

— Potwierdzam rezerwację na lot do San Francisco — mówi ktoś, kobieta lub maszyna. Naciska klawisz, zapisując numer lotu, mówi dobranoc i zamyka oczy przed upartym światłem sączącym się przez czarne bariery zasłon.

Obejmują go jej białe ramiona. Wieczna jasnowłosa. Zasypia.

2

Krążąc Gunheadem

Pojazdy IntenSecure pucowano co trzy zmiany. Robiono to w tej wielkiej myjni samochodowej niedaleko Colby; dwadzieścia warstw ręcznie wcieranej „Wet Honey Sienna” sprawiało, że wyglądały jak nowe.

Tego listopadowego wieczoru, gdy Republika Żądzy zakończyła jego karierę w zbrojnej ochronie, Berry Rydell przybył tam trochę wcześniej. Lubił unoszący się w środku zapach. To ten różowy preparat, który dodawali do wody, żeby zmyć warstwę kurzu; ta woń przypominała mu letnią pracę w Knoxville, przed ostatnim rokiem nauki w szkole. Wykańczali luksusowe apartamenty w skorupie wielkiego starego budynku Safeway przy Jefferson Davis. Architekci chcieli, żeby betonowe ściany wyglądały w pewien szczególny sposób; by miały szarą barwę, lecz ze śladami starej, różowej farby w pęknięciach i wgłębieniach. Byli z Memphis i nosili czarne garnitury oraz białe, bawełniane koszule. Te koszule najwidoczniej kosztowały więcej niż garnitury, albo przynajmniej tyle samo, a oni nigdy nie nosili krawatów ani nie rozpinali guzików pod szyją. Rydell uznał, że właśnie tak ubierają się architekci; teraz mieszkał w LA i przekonał się, że miał rację. Podsłuchał, jak jeden z nich wyjaśniał brygadziście, że to, co robili, jest: „ukazaniem integralności przejścia materiału przez czas”. Uznał, że to prawdopodobnie bzdura, ale spodobało mu się brzmienie tych słów.



4 из 251