
Bonnie przywiązała psy pod interkomem i wyciągnęła trzykołowy motocykl. Wiedziała, że jeżeli usłyszy szczekanie, będzie mogła wrócić z pastwiska w ciągu kilku minut.
W połowie drogi znalazła to, czego szukała. Nie był to jednak powód do radości.
Krowa pośliznęła się na stromym stoku, gdy schodziła z pastwiska na ścieżkę. Leżała teraz na boku i Bonnie nie potrzebowała wiele czasu, by ocenić sytuację.
Noga krowy znajdowała się pod dziwnym kątem. Gdy Bonnie podeszła bliżej, krowa próbowała się unieść, ale opadła zaraz na ziemię, rycząc żałośnie.
Bonnie nachyliła się nad nią, a ręce jej obmacywały ranne zwierzę. Sądząc po wyglądzie, noga musiała być złamana, a krowa ze złamaną nogą nie ma wielkiej szansy na przeżycie. Niezadowolona z siebie, ponownie zbadała nogę. Nie miała przecież pojęcia o anatomii zwierząt. Gdyby to był człowiek, powiedziałaby, że ma nogę zwichniętą.
Potrzebny jest weterynarz, i to szybko. To jeszcze nie jest tragedia. Zwichniętą nogę można nastawić. Będzie musiała powiedzieć o tym Henry'emu i spytać o weterynarza.
Wróciła na piechotę do domu i zastała swoich pacjentów pochłoniętych sprzeczką.
– Nie powiesz mi przecież, że nie jesteś Irlandczykiem – przemawiał Henry do swego towarzysza na sąsiednim łóżku. – A kim w końcu może być facet, który ma marchewkowe włosy i imię Paddy? A to jest twoje radio. Nastawmy więc na twoich księży, czy jak się tam oni zwą, i niech już robią, co potrafią najgorszego. Jeśli chcą mnie nawrócić, to życzę im szczęścia.
– Ależ chłopie, przecież to twój dom, a ty jesteś prezbiterianinem – zaprotestował Paddy. – Posłuchajmy więc może jakichś pastorów i starszych z twojego kościoła. Nie umrę od tego po jednym razie, a może się nawet czegoś dowiem.
– Ale to twoje radio – gorączkował się Henry.
– No dobrze, ale… – Sprzeczka ciągnęła się już najwyraźniej od pewnego czasu i Paddy miał dość. Kręcił gałką, zmieniając stacje. – Coś ci powiem. Żeby wilk był syty i owca cała, tutaj jest, jak słyszę, uroczyste nabożeństwo z kościoła prawosławnego. Może nawrócą i mnie, i ciebie.
