
— W zakonie potrzebujemy osób umiejących myśleć niezależnie. Rozwijamy się bardzo szybko i pragniemy, żeby przyłączyli się do nas ludzie nie stroniący od trudnych pytań. — Uśmiech Beatrice stal się wyrazistszy. — Oczywiście, nie byłabym wobec ciebie szczera, gdybym nie przyznała, że twoje poświęcenie i skromność, nie mówiąc już o innych cechach, powinny ulec znacznej poprawie.
Vivien szczerze się roześmiała.
— Hej, z czymś takim nawet ja mogłabym się zgodzić — powiedziała.
Ich uwagę odwrócił na chwilę komunikat, że zbliżają się do Wimbledon Station.
— Dziękuję, B — rzekła Vivien, zaczynając pakować swoje rzeczy. — Dziękuję za to, że mi zaufałaś, a także za twoją przyjaźń.
Beatrice objęła ją i uściskała.
— Przypomnij mi, co właściwie mamy tutaj do roboty — odezwała się Vivien, jak zwykle starając się dotrzymać kroku Beatrice. Zbliżali się do dużego budynku, zarządzanego przez michalitów. Słońce zaszło i lutowe powietrze znów stawało się chłodne.
— Jeden z moich najlepszych przyjaciół zakonników, brat Terry, zajmuje się tu prowadzeniem zajęć. Byłam razem z nim we Włoszech i słuchałam nauk świętego Michała… choć pamiętam, że Terry nie wstąpił do zakonu, zanim papież wysłał Michała do klasztoru… Tak czy inaczej, Terry prosił mnie, bym zechciała tu przyjechać i wygłosić przemówienie do nowicjuszy.
6
Wimbledońska uczelnia kształcąca przyszłych zakonników mieściła się w budynku, który kiedyś zajmował Ogólno-angielski Klub Tenisowy. Dla wielu w Wielkiej Brytanii, a zapewne i dla całego tenisowego świata, najcięższym ciosem zadanym przez Wielki Chaos było odwołanie dwutygodniowych mistrzostw świata, które co roku odbywały się na kortach Wimbledonu. Rezygnację z tej imprezy wymusiły prozaiczne prawa ekonomii. Większości widzów nie było stać na zakup biletów, nie wspominając o przelocie samolotem z Ameryki lub Australii.
