
Zakon świętego Michała dokonał tam wielu zmian. Jedynie otoczony wieloma boiskami centralny kort, majstersztyk architektury wczesnych lat dwudziestego pierwszego wieku, pozostał w nie zmienionym stanie. To właśnie tam siostra Beatrice miała wygłosić przemówienie do czterech tysięcy studentów przybyłych ze wszystkich zakątków Wysp Brytyjskich.
— Spożyjemy kolację w gronie nowicjuszy — odezwała się Beatrice do Vivien, kiedy przechodziły przez bramę. — Zaraz po tym, jak wygłoszę przemówienie. Teraz jednak chcę się zobaczyć z bratem Terrym, na wypadek gdyby w ostatniej chwili miał jeszcze jakąś prośbę.
Na ogromnym placu po ich lewej stronie stało w kilku szeregach ponad sto kobiet i mężczyzn, w większości dwudziestokilkuletnich. Zgodnie wykonywali ćwiczenia gimnastyczne, zupełnie jak członkowie tej samej licznej drużyny.
Vivien wyciągnęła rękę i dotknęła lekko lewego ramienia idącej wciąż przed nią Beatrice.
— Zanim się tam udamy, czy możemy przez chwilę porozmawiać na temat mojego osobistego oświadczenia? — zapytała. — Czy powinnam powiedzieć coś więcej ponad to, kim byłam i jaki był główny powód mojego planowanego wstąpienia do zakonu?
— To wystarczy — oświadczyła Beatrice.
— A zatem czy nie mogłabym wygłosić tego tutaj, stojąc przed nowicjuszami, zamiast u nas w Hyde Parku? Nie potrafię powiedzieć dlaczego, ale sądzę, że czułabym się znacznie pewniej, przemawiając do nowicjuszy, których może nigdy więcej nie zobaczę, zamiast do… Wiesz, niektórzy bracia i siostry należący do naszej społeczności są tak pobożni, że wprawiają mnie w zakłopotanie…
