
Beatrice zatrzymała się i spojrzała na koleżankę.
— Myślę, że nie miałabym nic przeciwko temu — odrzekła w końcu. — Tak, porozmawiam na ten temat z bratem Terrym.
— Siostrą, którą chcę wam dzisiaj przedstawić — powiedział brat Terry do zgromadzonego tłumu nowicjuszy i nowicjuszek — jest głęboko oddana naszej sprawie, troskliwa, wybitnie utalentowana i absolutnie niestrudzona… siostra Beatrice. Ostatnio kieruje staraniami, by powiększyć miasteczko namiotów znajdujące się w Hyde Parku w Londynie. Bracia i siostry, mam ogromną przyjemność przedstawić wam dzisiaj wieczorem jedną z naszych wzorowych zakonnic. Przyjemność tym większą, ponieważ właśnie mnie wybrano, bym oznajmił wam i jej, że władze Londynu późnym popołudniem wyraziły zgodę na urządzenie następnego miasteczka na terenie Kensington Gardens.
Nikt nie krzyczał z radości ani nie klaskał. Zakon wprawdzie tego nie zabraniał, ale w czasie religijnych uroczystości klaskanie nie było w dobrym guście. Uśmiechnięta Beatrice podeszła do mikrofonu stojącego na płycie kortu i spojrzała na morze wpatrzonych w nią ciekawych oczu.
— Dziękuję ci, bracie Terry — zaczęła — i to zarówno za zaproszenie mnie tutaj, żebym spędziła te kilka minut ze wszystkimi twoimi nowicjuszami, jak i za powiadomienie mnie o sukcesie naszych starań. Modlę się, żeby w tym nowym przedsięwzięciu Bóg zechciał być razem z nami i żebyśmy mogli w znacznym stopniu złagodzić ból i cierpienia, jakich w tej chwili doświadcza dwa tysiące kolejnych ludzi, którzy już niedługo zamieszkają na terenie nowego miasteczka.
Dziś wieczorem chcę powiedzieć wam parę słów o tym, co już wkrótce będzie najważniejszą decyzją w waszym życiu — ciągnęła po krótkiej chwili ciszy. — Decyzją, która po wygłoszeniu przez was oświadczenia i przyjęciu kapłańskich święceń, w sposób nieodwołalny zmieni wasze spojrzenie na samych siebie, na siedzących teraz obok was kolegów i koleżanki, a nawet na planetę, na której żyjecie… Wyruszycie w bardzo długą podróż, w której sam Bóg będzie waszym przewodnikiem.
