
Z pomocą przyszedł jej wrodzony cynizm.
— No dobrze — odezwała się głośno, zaskoczona niepewnością, jaką usłyszała we własnym głosie. — Co to wszystko ma oznaczać?
Chmura nieznacznie podpłynęła w jej stronę, nie zmieniając jednak ogólnego kształtu. Impuls strachu kazał Vivien szybko się cofnąć. W chwilę potem zobaczyła błysk oślepiającego jasnego światła, który zmusił ją do zamknięcia oczu. Kiedy je otworzyła, świecących kulek już nie było.
Stała bez ruchu jak sparaliżowana, czując, że jej serce wali młotem. Przez kilka sekund tylko wpatrywała się w puste miejsce, w którym jeszcze przed chwilą wisiał obłok. Co właściwie zobaczyłam? — zadała sobie pytanie, z trudem starając się zachować jasność myśli.
Wróciła powoli do drzwi magazynu. Mimo faktu, że nie wierzyła ani w cuda, ani w nadprzyrodzone zjawiska, ani nawet w samego Boga, który troszczy się o życie wszystkich ludzi, była przeświadczona, że to, co zobaczyła, miało bezpośredni związek z decyzją, którą starała się z takim trudem podjąć.
Kiedy przystanęła przy wejściu i zamknęła oczy, kształt obłoku wyryty w jej pamięci wyglądał identycznie jak tamten fajansowy aniołek z czasów jej dzieciństwa.
Po raz drugi weszła do magazynu. Gdy dotarła do miejsca, w którym znajdowały się jej meble, uklękła na oba kolana i przycisnęła czoło do narzuty na łóżku.
— Dobry, drogi Boże — powiedziała. — Dziękuję za zesłanie mi tego znaku. Bez względu na to, co to było… Teraz nie wątpię, że poproszę o przyjęcie do zakonu. Tylko że nadal nie wiem, dobry Boże, czy będę potrafiła przejść całą resztę życia, nie pożądając różnych rzeczy.
Na chwilę przerwała.
— Czy możesz mi w tym pomóc, Boże? — zapytała. — Czy możesz mnie jakoś nauczyć, że służenie bliźnim i kochanie ich, dzień po dniu, powinno mi wystarczyć? Że nie muszę pragnąć niczego więcej, żebym czuła się szczęśliwa? Mam nadzieję, że tak, gdyż sądzę, że nie poradzę sobie bez pomocy z Twojej strony.
