
— Ale czy będzie można zrobić to jeszcze dzisiaj? — nalegała Vivien. — Nie zniosłabym, gdybym musiała czekać z tym do rana. Jestem pewna, że przez całą noc nie zmrużyłabym oka.
Beatrice wyciągnęła rękę i dotknęła jej dłoni.
— Mogę zorganizować wszystko tak, by ceremonia odbyła się dzisiaj wieczorem — odparła. — Podczas nieszporów.
— Dziękuję — odrzekła Vivien.
W budynku dyrekcji Hyde Parku rozmawiano wyłącznie o zgodzie na rozszerzenie miasteczka na teren Kensington Gardens. Wielu członków społeczności gratulowało Beatrice pomyślnego uwieńczenia jej starań. Zakonnica przyjmowała ich aplauz z wdzięcznością, przypominając jednak, iż nie była to jej zasługa i że w czasie rozmów z władzami Londynu pełniła tylko funkcję boskiego posłannika. Najbardziej emocjonalnie zachowywała się chyba siostra Chintha, pochodząca z Cejlonu i pełniąca funkcję przedszkolanki.
— Och, siostro Beatrice — mówiła. — Tak modliłam się, by zechcieli przyjąć naszą propozycję. Wszystkim dzieciom sprawi to wielką radość. Dopiero teraz będziemy mogły opiekować się nimi tak, jak chcemy.
Beatrice była trochę zdumiona tym, że nie widzi nigdzie brata Hugona. Niedługo jednak zaprzątała sobie tym głowę. Udała się do gabinetu, w którym urzędowała razem z pięcioma innymi zakonnicami.
— Czy nadal ty jesteś odpowiedzialna za program dzisiejszych wieczornych nieszporów? — zwróciła się do siostry Emily.
— Tak, ja — odrzekła tamta. — A o co chodzi? Beatrice się uśmiechęła.
— Vivien jest już gotowa do przyjęcia święceń — powiedziała.
— To wspaniale — odparł siostra Emily, przechodząc przez mały pokój, by uścisnąć koleżankę. — Musisz być bardzo szczęśliwa.
— Jestem — przyznała Beatrice. — Vivien może dać z siebie bardzo dużo naszemu zakonowi.
— Kiedy chcesz, żeby się to odbyło? — zapytała ją Emily.
— Myślę, że byłoby najlepiej zaraz po kazaniu. Tuż przed rozpoczęciem śpiewów. Wieczorne nabożeństwo zaczęło się o dwudziestej pierwszej i trwało zaledwie pół godziny.
