
Mówił z takim zapałem i przejęciem, że oczy Zuzanny spoczęły na nim z nie tajonym zdumieniem.
– Wasz wódz, panie? – spytała hrabina z zaciekawieniem. – Ależ oczywiście, musicie mieć wodza, nie myślałam o tym wcześniej. Powiedz mi zaraz, gdzie on jest? Muszę jak najprędzej iść do niego, rzucić mu się do nóg wraz z moimi dziećmi i podziękować za to, co dla nas uczynił.
– Niestety, pani – odparł lord Antony – to jest niemożliwe.
– Niemożliwe? Dlaczego?
– Dlatego, że "Szkarłatny Kwiat" pracuje w ukryciu, a jego nazwisko znane jest tylko najwierniejszym towarzyszom. Ci zaś związani są uroczystą przysięgą, aby dochować tej ważnej tajemnicy.
– "Szkarłatny Kwiat"! – rzekła Zuzanna z wesołym uśmiechem – co za szczególne imię! Co to ma oznaczać?
Patrzała na sir Andrewa ze wzrastającym zaciekawieniem. Twarz młodego człowieka mieniła się pod czarem tego nazwiska. Oczy jego błyszczały; miłość, uwielbienie, cześć dla bohatera i wodza zdawały się pałać na jego obliczu.
– "Szkarłatny Kwiat" – odrzekł po chwili skupienia – jest to mały, niepokaźny kwiatek w formie gwiazdki, służący do ukrywania prawdziwego nazwiska, najszlachetniejszego i najodważniejszego człowieka na świecie, aby łatwiej mógł wypełniać wysokie zadanie, które wziął za cel swego życia.
– Ach tak – wmieszał się do rozmowy wicehrabia – słyszałem o tym "Szkarłatnym Kwiecie". Mały czerwony kwiatek, nieprawdaż? Mówią w Paryżu, że ile razy uda się monarchiście uciec do Anglii, ten szatan Fouquier Tinville otrzymuje papier z tym znakiem, wyrysowanym czerwoną barwą. Czy tak?
– Tak – odpowiedział lord Antony.
– W takim razie musiał taki papier otrzymać i dzisiaj?
– Jakże jestem ciekawa, co on na to powie – zawołała rozbawiona Zuzanna. – Słyszałam, że jedyna rzecz, która go może przestraszyć, to widok tego czerwonego kwiatka.
