– Co?

– Nie! Kapitan gwardii był "Szkarłatnym Kwiatem" w przebraniu, a żołnierze arystokratami!…

Na te słowa tłum umilkł. To zdarzenie było wprost cudowne, a choć republika ciemiężyła religię, nie udało jej się całkowicie zgładzić strachu przed siłami nadprzyrodzonymi w sercach tłumu. Nikt nie miał więc wątpliwości: ten Anglik na pewno był wcielonym diabłem.

Słońce skłaniało się ku zachodowi i Bibot zabrał się do zamykania bramy.

– Wozy naprzód! – zawołał.

Kilkanaście krytych płótnem wozów stanęło w długim szeregu, gotowych do opuszczenia miasta, aby na drugi dzień rano znów przyjechać na targ z wiejskimi produktami. Bibot znał je wszystkie, gdyż przejeżdżały tędy codziennie dwa razy. Zwrócił się do woźniców – a były to przeważnie kobiety – i zaczął przeszukiwać wozy.

– Nie można nikomu wierzyć – rzekł głośno – i nie dam się złapać jak ten głupi Grospierre.

Owe kobiety spędzały prawie zawsze cały dzień na placu koło gilotyny, robiąc na drutach i plotkując, podczas gdy na plac zajeżdżały liczne ofiary terroru. Przypatrywały się z lubością, jak "Madame la Guillotine" przyjmowała zaproszonych gości, Bibot przez cały dzień pełnił służbę na placu, znał więc te stare wiedźmy "trykotowe", jak je nazywano, które siedziały spokojnie, podczas gdy spadała głowa za głową, obryzgując je krwią.

– Hej tam, matko! – rzekł Bibot do jednej z tych okropnych kobiet – Co ty tam masz?

Widział ją wczesnym rankiem tego dnia, gdy z robotą w ręku, z batem leżącym obok, siedziała na placu koło gilotyny. Teraz miała przyczepiony do bata rząd loków wszystkich odcieni – od złotych do srebrnych, jasnych i ciemnych i głaskała je swymi ogromnymi, kościstymi palcami, śmiejąc się do rozpuku.

– Zawarłam przyjaźń z kochankiem "Madame la Guillotine" – rzekła. – Obcina je dla mnie ze spadających głów. Na jutro obiecał mi więcej, ale nie wiem, czy będę mogła przyjść na zwykłe miejsce.

– A to dlaczego, matko? -zapytał Bibot, który choć był twardym żołnierzem, wzdrygnął się z obrzydzeniem na widok tej ohydnej kobiety i jej wstrętnej zdobyczy.



6 из 214