
Tutaj, w tym kosmicznym domu wariatów, oznaczało to zawsze kłopoty. Takie, które już wystąpiły albo których należało oczekiwać w najbliższym czasie. O’Mara przyjrzał się sąsiadom. Zarówno istoty typu DBDG, jak i ci obcy, którzy nauczyli się odczytywać ludzkie emocje, zdawali sobie wyraźnie sprawę ze stanu ducha przełożonego.
Poza Skemptonem i samym O’Marą, naczelnym psychologiem Szpitala, uczestnikami zebrania byli członkowie medycznej elity placówki: Diagnostycy i szefowie poszczególnych działów. Było to pierwsze z comiesięcznych spotkań, kiedy zebrani patrzyli na pułkownika w milczeniu, zamiast narzekać głośno na wszystko, co możliwe.
Bez wątpienia szykowała się jakaś nieprzyjemna niespodzianka.
Cisza przedłużała się i była tak głęboka, że dało się słyszeć nawet bulgotanie płynu w obiegu kapsuły skrzelodysznego Diagnostyka Vosana. Chlorodyszna Lachlichi krzywiła się bezgłośnie w swoim skafandrze. Chłodzona do superniskich temperatur kula zawierająca Diagnostyka Semlica emanowała lodowatym milczeniem. Diagnostyk Camuth, creppeliańska istota przypominająca ośmiornicę, postukiwał niecierpliwie jedną z wilgotnych macek o podłogę. Pozostali byli ciepłokrwistymi tlenodysznymi, którzy nie musieli ubierać skafandrów ochronnych, czasem w ogóle nie nosili niczego oprócz opasek informujących o ich randze medycznej. Wyjątek stanowiło trzech Ziemian. Diagnostyk Conway zjawił się w białym lekarskim fartuchu, pułkownik Skempton i O’Mara mieli na sobie zielone mundury Korpusu Kontroli. I to pułkownik przerwał w końcu milczenie, odchrząkując głośno.
Jak należało oczekiwać, pierwszy zareagował Diagnostyk Yursedth. Kelgianin zafalował srebrzystą sierścią w sposób znamionujący złość.
— Ten odgłos jest przykładem na zasadniczą wadę budowy ludzkich narządów mowy — powiedział. — To niewydarzony pomysł, pułkowniku, aby oddychanie i wydawanie dźwięków odbywały się z wykorzystaniem tego samego przewodu. Bez wątpienia jednak mógłby pan zapanować niekiedy nad swoimi odruchami. Zwłaszcza gdy przygotowuje się pan do zabrania głosu. Oszczędziłby nam pan wtedy tych nieciekawych odgłosów.
