
Znalazł jednak nowy sposób realizacji przemożnej potrzeby pomagania innym. Już nie skalpelem, ale za pomocą słów niosących łagodność, współczucie i zrozumienie. Był w tym nad wyraz wiarygodny, jako że doświadczył cierpienia znacznie większego, niż to się zwykle przydarzało pacjentom.
O’Mara wiedział, że zdarzało się to w każdym szpitalu. Chorzy zawsze czerpali pociechę z obserwowania tych, którzy byli w jeszcze gorszej sytuacji.
Ten prosty mechanizm pozwolił Liorenowi znaleźć dla siebie pożyteczne zajęcie.
Zajmował się w pierwszym rzędzie pacjentami, którzy nie reagowali na standardowe terapie albo znajdowali się w ciężkim stresie, oraz przypadkami beznadziejnymi. W tej ostatniej grupie trafiał na wiele istot, które oczekiwały przede wszystkim pociechy duchowej. To skłoniło go do studiów nad występującymi w ramach Federacji wyznaniami i praktykami religijnymi. Było ich całkiem sporo, średnio po dwanaście na każdej ze znanych planet, jednak wyniki pracy Liorena okazały się nader obiecujące.
Unikanie trudnych moralnie sytuacji to częsta przypadłość istot inteligentnych, pomyślał ostatecznie O’Mara i podjął głośno wcześniejszy wątek.
— O tobie, Ojczulku, nie ma co wiele mówić, bo i tak przyjmiesz bez słowa wszystko, co usłyszysz. Przejdę zatem do sedna sprawy. Wszyscy zostaliście w jakiś sposób doświadczeni i macie swoje problemy, które jednak nie rzutują negatywnie na jakość waszej pracy w tym dziale.
