
Spojrzał porucznikowi w oczy, ale nie okazał po sobie ani cienia współczucia, które odczuwał w głębi ducha.
— Czeka pana niełatwe zadanie. Ponadto po raz pierwszy będzie pan usuwał i nanosił hipnozapis bez nadzoru. Gdyby miał pan z tym jakieś problemy, proszę do mnie nie dzwonić.
Tym razem ma pan poradzić sobie całkiem samodzielnie.
Braithwaite skinął głową, odwrócił się i ruszył do drzwi. Chociaż nadal wyglądał niczym wzorowy oficer i nawet się nie skrzywił, twarz miał dziwnie bladą. O’Mara westchnął, zamknął oczy i spróbował przypomnieć sobie zasady przeprowadzania wywiadu przy naborze kandydatów do ciężkiej i odpowiedzialnej pracy.
Ostatecznie sam też kiedyś przez to przeszedł.
ROZDZIAŁ CZWARTY
Działo się to dokładnie w tym samym pomieszczeniu, tyle że jego ściany pokrywała wówczas jedynie paskudna w odcieniu, zielona farba antykorozyjna. Brakło starannie wybranych, uspokajających krajobrazów z wielu różnych światów. Zamiast zestawu siedzisk, które upodabniały obecny gabinet do średniowiecznej izby tortur, stały tu tylko dwa proste krzesła, między nimi zaś ciągnęła się długa ława z tworzywa. Na jej blacie piętrzyły się wydruki planów konstrukcyjnych. Po jednej stronie tej sterty siadywał major Craythorne, O’Mara zajmował krzesło naprzeciwko.
Tamten proces rekrutacji ciągnął się trzy lata. Oczywiście z przerwami koniecznymi na jedzenie, sen i pracę.
