
— Należy oczekiwać, że przez jakiś czas dręczyć będą was koszmary senne, niekiedy gorsze od wszystkiego, co moglibyście wymyślić na jawie. W waszych snach pojawią się potwory podobne do obecnych w Szpitalu przedstawicieli innych gatunków. Wy zaś, ledwo skończy się pora snu, będziecie musieli pracować i zaprzyjaźniać się z tymi potworami.
Będziecie musieli słuchać ich, jeśli będą akurat waszymi przełożonymi. W razie konieczności powinniście poszukać wtedy pomocy psychologa, chociaż jak już zapewne się domyślacie, to ostateczność i najlepiej rozwiązywać podobne problemy samemu. Po zakwaterowaniu spotkacie się ze starszym wykładowcą, doktorem Mannenem. To Ziemianin, który zapozna was z grafikiem wykładów, ćwiczeń, posiłków i tak dalej. Ma on psa, ziemskie czworonożne, nieinteligentne stworzenie. Jest całkiem niegroźne. Będzie oczekiwał, że odniesiecie się do niego życzliwie, chociaż nie ma ono kwalifikacji medycznych…
Całkiem jak ja, pomyślał O’Mara.
— Doktor Mannen jest świetnym nauczycielem, osobą przyjazną, skłonną do okazywania pomocy i znacznie milszą w kontaktach niż ja…
— Jak dotąd to najlepsza wiadomość — rzucił jeden z Kelgian stojących za plecami Crennetha.
O’Mara zignorował tę uwagę. Wskazał ręką na wejście do kwater.
— Powodzenia w nauce. Mam nadzieję, że nie spotkamy się nigdy więcej na gruncie zawodowym.
— Dziękuję panu, O’Mara — odparł Crenneth, z ożywieniem ruszając włosem. — Też mam nadzieję, że już się nie spotkamy.
ROZDZIAŁ SZÓSTY
O’Mara szybko zrozumiał specyfikę kelgiańskiego zachowania. W ich wypadku emocje były tak silnie sprzężone z odruchowymi reakcjami organizmu, że ich oddzielenie było niemożliwe. W odróżnieniu od istot, które nauczyły się polegać głównie na werbalnych komunikatach, Kelgianie nie potrafili kłamać ani ukrywać swoich prawdziwych odczuć.
