
O’Mara był jedyną osobą w Szpitalu, która wiedziała, o co naprawdę chodziło pułkownikowi. Podobnie jak wielu innych, toczył on nieustanną walkę ze swoją klaustrofobią i odpowiedzialnymi za nią problemami neurotycznymi. Radził sobie całkiem dobrze, ale mimo to nigdy nie udało mu się raz na zawsze wygrać tej wojny.
Nie zmieniając wyrazu twarzy, kiwnął głową. Zbyt lekko, aby zauważył to ktokolwiek poza samym zainteresowanym, który bez dwóch zdań zasłużył na współczucie i zrozumienie.
— Czy to nie taka ziemska gra, w której uderza się kijem piłeczkę, aby wpadła do trochę tylko większego otworu? — spytał Yursedth, falując z dezaprobatą futrem. — U nas tylko dzieci się tak bawią. Dorośli mają ważniejsze sprawy na głowie. Niemniej uważam, że słusznie nagrodzono pana awansem oraz daniem szansy na młodzieńcze zabawy.
W ustach Kelgianina był to rzadki komplement. Pozostali też wydali różne odgłosy będące odpowiednikami aprobaty.
Pułkownik skinął głową, dziękując za miłe słowa.
— Zanim wskażę mojego następcę, który został już wybrany, chcę poinformować o dwóch zmianach dotyczących zasad obejmowania tego stanowiska. Od tej pory administrator Szpitala będzie wyłaniany spośród starszego personelu medycznego, a nie spośród funkcjonariuszy Korpusu Kontroli, co było dotąd warunkiem niezbywalnym. Powody, dla których Rada Medyczna Federacji zdecydowała się na taki krok…
