
Wszystkie dane na temat przebiegu kariery zawodowej i kwalifikacji Cerdala zostaną panu niebawem dostarczone. Utrzymanie przyszykowało już dla niego kwaterę. Nic komfortowego, chociaż u siebie jest kimś bardzo ważnym. Resztę zostawię panu.
Przepraszam, że tak rzucamy pana na głęboką wodę, ale…
— Tutaj wszędzie jest głęboko — przerwał mu O’Mara. — Zawsze było.
Pułkownik uśmiechnął się przelotnie.
— Do czasu przybycia Cerdala będę już w drodze na Nidię, gdzie zostanę wysoko postawionym księgowym. Tam jedyne zdradliwe głębie to łachy piasku i oczka wodne na polach golfowych.
— Życzę panu radości z ich wykorzystywania — mruknął O’Mara.
— Dziękuję — odparł Skempton, zerkając na zegarek. — Pana jednak nie widzę na takim polu. Co zrobi nasz grozę budzący, ale szanowany naczelny psycholog, gdy już przestaną się go bać?
O’Mara pokręcił głową.
— Chyba wszystkich to ciekawi — powiedział pułkownik. — Niektórzy snują nawet fantastyczne domysły, czasem tak barwne, że zapewne zainteresowałyby pana zawodowo.
Dokąd pan się uda i co tam będzie robił? To chyba moja ostatnia szansa, aby o to spytać.
O’Mara ponownie pokręcił głową.
— Kiedyś myślałem nawet, aby kazać pana po cichu śledzić — dodał Skempton, ponownie sprawdzając czas. — Zna mnie pan jednak lepiej niż ja sam siebie. Obaj wiemy, że nie byłbym skłonny wykorzystywać Korpusu dla zaspokojenia prywatnej ciekawości i wytropienia niezwykłych zachowań byłego kolegi, który…
— Już dwa razy spoglądał pan na zegarek — przerwał mu O’Mara. — Jeśli to już wszystko, proszę nie tracić na mnie więcej czasu.
— O, nie — stwierdził pułkownik z szerokim uśmiechem. — W tej chwili czynię zamach na pański czas. Moim zadaniem było zatrzymanie tu pana do chwili przybycia pewnych osób.
