
— Rozumiem — odparł Cerdal.
Nadal patrzył na O’Marę.
— Na czas stażu może pan się uważać za pracownika tego działu, podobnie jak Braithwaite, Cha Thrat i ja. Będziemy panu doradzać oraz zwracać uwagę na błędy. Czy to panu odpowiada?
— Całkowicie — powiedział Cemmeccanin. — Przynajmniej do czasu zakończenia stażu.
Potem mogę mieć swoje uwagi do przekazania. Muszę jednak powtórzyć wcześniejsze pytanie.
— Tak?
Niezmiennie wpatrzony w O’Marę Cerdal poszukał właściwych słów, aby jak najprecyzyjniej wyrazić swoje wątpliwości.
— Jestem kandydatem na najważniejsze stanowisko w Szpitalu. W tej sytuacji oczekiwałbym, że administrator sam przeprowadzi ze mną wywiad i nie dozwoli, aby zastępowały go w tej roli osoby będące jego podwładnymi. Dla kogoś o mojej pozycji jest to sytuacja co najmniej dziwna, o ile nie obraźliwa. Chyba że istnieje ważny powód dla takiego właśnie postępowania. Biorąc pod uwagę siwą barwę pańskich włosów, można sądzić, że jest pan w podeszłym wieku. Czy oznacza to, że sprawność pańskiego umysłu spadła już na tyle, że potrzebuje pomocy młodszych istot? Jeśli tak, byłoby to wystarczające usprawiedliwienie.
Cha Thrat i Lioren zastygli w bezruchu niczym posągi, z komunikatora dobiegały odgłosy sugerujące, że Braithwaite musiał się chyba czymś zakrztusić. Wszyscy czekali na eksplozję O’Mary, on jednak nie odmówił sobie przyjemności zaskoczenia obecnych.
— Jest jeszcze jedna możliwość, której nie wziął pan pod uwagę, doktorze Cerdal — powiedział z uśmiechem. — Że to nie jeden wywiad, ale cztery, przeprowadzane równocześnie.
I że moi asystenci, chociaż sami do tej chwili o tym nie wiedzieli, są podobnie jak pan kandydatami na to samo stanowisko.
Zanim ktokolwiek zdołał się odezwać, O’Mara uniósł dłoń i spojrzał po kolei na zgromadzonych.
— Proszę darować sobie protesty i próby dowodzenia, że brak wam kwalifikacji.
