
— Zgadzam się — powiedział. — Major O’Mara nie posiada stosownych kwalifikacji. Gdy w swoim czasie trafiłem do Szpitala, ze zdumieniem odkryłem, że chociaż w ogóle nie ma on medycznego wykształcenia, w praktyce rządzi tu wszystkim, a jego władza, z całym szacunkiem dla pana, pułkowniku, przerasta pod wieloma względami pańską. Tymczasem, jak sam pan stwierdził przed chwilą, od teraz Szpital prowadzić ma zawsze przedstawiciel personelu medycznego. W pewien sposób zaprzecza pan sam sobie. Czy uważa pan, że O’Mara spełnia te kryteria? Odnoszę wrażenie, że zmienia pan poniekąd reguły gry…
O’Mara uświadomił sobie z zażenowaniem i irytacją, że od bardzo dawna nikt nie wypominał mu wprost braku medycznego wykształcenia. Zwłaszcza publicznie, i to wobec tak szanownego gremium. Zastanowił się nad reprymendą, która zmarszczyłaby Melfianinowi pancerz na grzbiecie, ale tamten jeszcze nie skończył.
— Z drugiej strony, ma dłuższy staż pracy w Szpitalu niż ktokolwiek inny. Trafił tu jeszcze w trakcie jego budowy. Od tamtej pory szefuje działowi psychologii obcych i robi wszystko, co konieczne, aby mieszkańcy naszego medycznego wariatkowa mogli żyć razem i pracować jako zespół. Nikt nie może się z nim równać, jeśli chodzi o doświadczenie w tej pracy. Niemniej chodzi mi o zasady, pułkowniku. Jak to jest, że w jednej chwili coś się postanawia, a zaraz potem łamie się własne postanowienie. I tyle, ponieważ osobiście uważam wybór za jak najbardziej właściwy.
Wokół stołu rozległy się najróżniejsze, nieprzetłumaczalne w większości odgłosy aprobaty.
— Nikt nigdy nie powiedział, że administrator ma być przede wszystkim lubiany — dodał Yursedth.
Zaskoczony O’Mara pomyślał z sympatią o Diagnostyku, chociaż oczywiście i tego nie dał po sobie poznać. Byłoby to nader nietypowe zachowanie, jak na najbardziej nielubianą osobę w całym Szpitalu. W duchu uznał jednak, że nie ma co narażać pancerza Ergandhira na szwank. Skinął głową w kierunku Kelgianina i spojrzał wprost na Skemptona.
