
— Yursedth ma rację — powiedział. — Niemniej powtarzam, pułkowniku, że nie mam odpowiednich kwalifikacji. Brak mi jakiegokolwiek doświadczenia w sprawach medycznych, jak i w kwestii zaopatrywania tak wielkiej placówki. Z tych powodów muszę odmówić — dodał niewolnym od emocji głosem.
— Nie odmówi pan — odparł zdecydowanie pułkownik. — Oznaczałoby to bowiem konieczność natychmiastowego opuszczenia Szpitala. Poza tym mój personel jest na tyle sprawny i kompetentny, że sam zdoła zająć się wszystkim, co niezbędne, i to bez pańskiego nadzoru. Pan będzie zresztą zajęty czymś innym, co w żadnym razie nie wykracza poza pańskie kompetencje. Wręcz przeciwnie.
— To znaczy czym? — spytał O’Mara.
Skempton nie odwrócił spojrzenia, ale wyraźnie wolałby uchylić się od odpowiedzi.
Musiało chodzić o coś, co trudno mu było przekazać. Coś, co mogło nie spodobać się O’Marze.
— Ani myślę łamać nowe zasady już pierwszego dnia — odezwał się w końcu. — Jak już powiedziałem, od tej pory stanowisko administratora ma sprawować osoba cywilna. Z tego powodu zostanie pan zwolniony z szeregów Korpusu Kontroli. Nie będzie to trudne, ponieważ stopień majora otrzymał pan z czysto administracyjnych powodów, nigdy nie służył pan naprawdę w Korpusie i nie przejmował się pan obowiązującą w nim dyscypliną.
Zwłaszcza… — przerwał i uśmiechnął się słabo — gdy chodziło o wykonywanie rozkazów przełożonych. Zachowa pan stanowisko szefa działu psychologii, ponieważ od tej pory każdy administrator będzie jednocześnie naczelnym psychologiem. W ten sposób nie będzie on musiał wykonywać poleceń nikogo spośród pracowników Szpitala, co i tak nieoficjalnie było praktyką nagminną. Można powiedzieć, że decyzja Rady czyni jedynie z tej praktyki oficjalną regułę. I tylko Rada będzie mogła cokolwiek zalecać administratorowi Szpitala…
