Mały był znowu głodny!

W ciągu następnych osiemnastu godzin O’Mara przekonał się, jak mało wie o młodych Hudlarianach. Z jego rodzicami rozmawiał wiele razy przez autotranslator, o małym często była mowa, ale jakoś nigdy się nie zgadało o istotnych sprawach. Na przykład o śnie.

Sądząc po ostatnich obserwacjach i doświadczeniach, młode osobniki tej rasy nie spały w ogóle. W zbyt krótkich przerwach między karmieniami FROB pętał się głównie po sypialni i rozbijał wszystkie meble, których nie wykonano z metalu i nie przytwierdzono do podłogi, metalowe zaś giął tak, że przestawały być rozpoznawalne i zdatne do użytku. Kiedy indziej siadał skulony w kącie, rozplątując i ponownie splątując macki. Być może widok ten, który odpowiadał obrazowi dziecka bawiącego się paluszkami, wywoływał okrzyk zachwytu u dorosłych Hudlarian, O’Marę jednak przyprawiał o mdłości i oczopląs.

A co dwie godziny, może kilka minut wcześniej lub później, musiał karmić tego potworka. Jeśli miał szczęście, malec leżał spokojnie, najczęściej jednak trzeba było gonić za nim z rozpylaczem. Zwykle osobniki klasy FROB są w takim wieku zbyt słabe, aby się samodzielnie poruszać, ale jest tak w warunkach wysokiej grawitacji i potężnego ciśnienia na Hudlarze. Tutaj, przy sile ciążenia mniejszej niż jedna czwarta ziemskiego, mały Hudlarianin mógł się poruszać. I bawił się świetnie.

O’Mara zaś wcale: czuł się tak, jakby jego ciało było grubą, ciężką gąbką nasączoną zmęczeniem. Po każdym karmieniu walił się na kanapę i pozwalał śmiertelnie zmęczonemu ciału pogrążać się w nieświadomości. Był tak ostatecznie, tak całkowicie wyczerpany, że — jak wmawiał sobie po każdym spryskiwaniu — nie usłyszy kolejnej skargi potworka, bo będzie zbyt nieprzytomny. Zawsze jednak owa rycząca dysonansem syrena okrętowa podrywała go przynajmniej półprzytomnego i wymuszała jak u pijanej marionetki odpowiednie ruchy, które pozwalały uciszyć ten straszliwy, opętańczy hałas.



10 из 223