Natychmiast po odejściu Waringa poszedł do śluzy po ów sławetny rozpylacz, którym Hudlarianie odżywiają się poza macierzystą planetą. Kiedy sprawdzał urządzenie i zapasowe pojemniki z żywnością, przebiegał w myślach to, co będzie musiał powiedzieć kierownikowi sekcji, Caxtonowi, gdy ten się pojawi. Spoglądając markotnie przez iluminator śluzy na elementy gigantycznej układanki rozrzuconej na dwustu kilometrach sześciennych przestrzeni kosmicznej, próbował się zastanowić. Jednak myśli ciągle uciekały od wypadku w uogólnienia i fakty dotyczące raczej dalekiej przyszłości lub przeszłości.

Owa potężna konstrukcja, która powoli przybierała ostateczny kształt w Dwunastym Sektorze Galaktycznym, w połowie drogi między skrajem macierzystej galaktyki a gęsto zamieszkanymi układami Wielkiego Obłoku Magellana, miała się stać szpitalem, który przyćmi wszystkie inne. W którym wiernie odtworzone zostaną warunki panujące na setkach planet, uwzględniające najróżniejsze wymagania co do temperatury, ciśnienia, grawitacji, promieniowania i składu atmosfery według potrzeb pacjentów i opiekującego się nimi personelu. Budowa tak olbrzymiej i skomplikowanej konstrukcji przekraczała możliwości nawet najbogatszego świata, toteż poszczególne sekcje Szpitala powstały na setkach planet, które przetransportowały je na miejsce montażu.

Ale układanie tej łamigłówki nie było łatwym zajęciem.

Każda z zainteresowanych planet miała kopię planów konstrukcyjnych. Mimo to jednak zdarzały się pomyłki, prawdopodobnie dlatego, że opisy planów należało przełożyć na różne języki i systemy miar. Segmenty, które powinny do siebie pasować, często trzeba było przebudowywać, co powodowało konieczność manewrowania nimi za pomocą skupionych pól przyciągających i odpychających. Była to bardzo trudna praca dla operatorów, bo o ile ciężar tych segmentów w kosmosie równał się zeru, o tyle ich masa i bezwładność pozostawały w dalszym ciągu ogromne.



2 из 223