
– Nie powinnaś być aż taką pesymistką. – Nat zawiesił głos, jakby chwilę rozważając coś w myślach. – Znasz się na dzieciach?
– Dzieci? – powtórzyła, zaskoczona nagłą zmianą tematu. – Mówisz o tych niepozornych istotkach, które produkują tony brudnych pieluch i uwielbiają drzeć się po nocach?
– Jak widać, dobrze znasz temat – skwitował.
– Owszem. Opiekowałam się dziećmi mojej starszej siostry, zanim nie podrosły na tyle, by pójść do przedszkola. Praca przy nich była najcięższym zajęciem, jakiego kiedykolwiek się podjęłam, ale przy tym najwdzięczniejszym. Dzieciaki są… – Przerwała w pół słowa. – Czy… czy znasz kogoś, kto potrzebuje niani?
– Owszem. – Uśmiechnął się ledwie zauważalnie. – Znam.
ROZDZIAŁ DRUGI
– Chodzi o ciebie? – Oczy Purdy rozszerzyły się w najszczerszym zdumieniu. – Masz dzieci?!
Nie powinna się dziwić, że Nat Masterman mieszka w przytulnym domku z żoną i gromadką dzieci. Przecież to takie oczywiste. Dlaczego jednak poczuła się rozczarowana?
Ciekawe, jak wygląda pani Masterman, przeleciało jej przez głowę. Pewnie jest kulturalną, zaradną i pracowitą kobietą, która przed dłuższą drogą nigdy nie zapomina sprawdzić poziomu paliwa w baku…
– Będę miał dwoje.
Nie mogła pojąć, dlaczego, choć się uśmiechnął, zarazem był smutny.
– Urodzą się wam bliźnięta, tak?
– Już są na świecie. Daisy i William, ośmiomiesięczne bliźniaki. To dzieci mojego brata. Wkrótce stanę się ich prawnym opiekunem.
– To znaczy, że twój brat i bratowa… – Urwała. – Mój Boże…
– Zginęli w wypadku samochodowym – powiedział cicho. – Kilka miesięcy temu, w Anglii.
– To straszne. Tak mi przykro. – Tylko w tak konwencjonalny sposób potrafiła zareagować.
