
– Ed i Laura pobrali się tutaj, ale bratowa była Angielką, jak ty. Byli tu szczęśliwi, tym bardziej że Laura pokochała te strony, jednak kiedy na świat przyszły dzieci, postanowili pokazać je dziadkom i polecieli do Londynu. Miało ich nie być tylko przez miesiąc… Pewnego dnia zostawili dzieci z dziadkami i pojechali na małą wycieczkę. Zderzenie czołowe, zginęli na miejscu. Szczęście w nieszczęściu, że dzieci nie było z nimi.
– Biedactwa, same zostały na świecie… Gdzie są teraz? – zapytała Purdy.
– W Londynie, ze swoimi dziadkami. Oboje są już w podeszłym wieku. Poza tym Laura i Ed chcieli, by ich dzieci dorastały w Australii. Przed wyjazdem uczynili mnie prawnym opiekunem Williama i Daisy, w razie gdyby coś im się stało. Wtedy uznałem to za przesadną ostrożność, ale oczywiście się zgodziłem… – Zawiesił głos. – To dziwne, bo Laura i Ed nie miewali jakichś dziwnych tajemniczych przeczuć, jednak tym razem coś im kazało tak postąpić – dokończył głucho. – Rozumiesz teraz, dlaczego ci o tym wspominam. Nie mam najmniejszego pojęcia o dzieciach. Sądzę, że moglibyśmy pomóc sobie nawzajem. Proponuję ci bilet powrotny do Australii za pomoc przy bliźniakach, co ty na to?
Była naprawdę zdumiona.
– Ależ to… to się nie godzi. Wiesz, ile kosztuje przelot do Londynu i z powrotem? Chcesz wydać tyle pieniędzy w zamian za sąsiedzką pomoc?
– Ta pomoc będzie dla mnie bezcenna, Purdy. Nauczysz mnie wszystkiego, co dotyczy dzieci. Jak się je karmi, przewija, kąpie, jak należy się z nimi bawić. Absolutnie wszystko. Czy możesz się tego podjąć?
– Oczywiście, ale…
– To jeszcze nie koniec. Eve, niania, która opiekuje się dziećmi w Londynie, twierdzi, że zrobię im krzywdę, gdy nagle je wyrwę ze znanego im świata. I pewnie ma rację. Będę więc musiał pobyć w Anglii przez jakiś czas, by przyzwyczaiły się do mnie. Dopiero potem zabiorę je do Australii.
– Rozumiem. – Purdy z namysłem pokiwała głową. – W ten sposób przyzwyczają się do nas obojga…
