
Skarciła siebie w duchu. Nawet jeśli nie byłaby zakochana w Rossie, to i tak te fantazje są cokolwiek przedwczesne. Nie wyglądało bowiem na to, by propozycja Nata była czymś innym niż tylko ofertą pracy.
Zresztą nie sądziła, by kiedykolwiek mógł potraktować ją poważnie. Co z tego, że miała już dwadzieścia pięć lat, skoro czuła się przy nim jak trzpiotka, i za taką pewnie ją uważał. Niania, proszę bardzo, ale ten poważny mężczyzna na pewno szukał innej partnerki, kobiety doświadczonej, ustabilizowanej emocjonalnie i materialnie. A ona była na życiowym rozdrożu. Uboga angielska kucharka zakochana w Australii… zakochana w Rossie.
Ciekawe, jaka była ta jego narzeczona? – zastanawiała się. Ciekawe, jakim jest kochankiem?
– Gotowe. – Nat przerwał jej rozmyślania. – Włącz silnik. Sprawdzimy, czy wszystko działa.
Wszystko było w porządku.
Nat podszedł do otwartego okna jej auta i oparł ramiona o dach.
– Jak bardzo jesteś zajęta w soboty?
– Popołudnia mam dla siebie – odpowiedziała zaskoczona. – Dlaczego pytasz?
– Pozostało nam parę spraw, które powinniśmy omówić. Może przyjadę po ciebie do Cowen Creek i udamy się do mnie? Zapoznasz się z moim domem, przyzwyczaisz się do miejsca, w którym spędzisz jakiś czas. O ile oczywiście nie zmienisz zdania po pierwszym kwadransie spędzonym w Mack River. – Uśmiechnął się szeroko.
– Zgoda.
– W takim razie do zobaczenia.
– Sądziłam, że masz jakąś sprawę do Billa? – Spojrzała na niego zdezorientowana.
– Miałem, ale to może poczekać.
W tej bliskości, gdy tak opierał się ramieniem o dach jej samochodu, było coś nieprzyzwoicie intymnego. Purdy wstrzymała oddech.
– Co mam powiedzieć Grangerom? – zapytała wreszcie.
– Cóż, spotkaliśmy się w Mathison. Nie mów im o benzynie i całej reszcie. Zaczęliśmy gawędzić i kiedy dowiedziałem się o twoim powrocie do Londynu, zaproponowałem ci pracę. Wiedzą o Edzie, Laurze i bliźniakach, więc nie będą zaskoczeni. Odpowiada ci taka wersja?
