
– Przepraszam – powiedziała cicho, zajmując miejsce w kabinie ciężarówki.
– Przepraszasz? Za co? – zdziwił się.
– Musiałam wyjść na kompletną idiotkę, kiedy opowiadałam ci o Rossie i o tym, jak się cieszę z twojej propozycji, podczas gdy jedyne, o czym myślałeś, to twój brat i jego dzieci. Czuję się okropnie. Powinieneś był powiedzieć mi, żebym się zamknęła.
Ruszyli w drogę.
No cóż, nie pamiętał o Edzie i Laurze, zapomniał też o bliźniakach. Jedyną osobą, o której myślał, była Purdy.
– Nie powinnaś siebie obwiniać – mruknął, nie patrząc w jej stronę. – Ostatnią rzeczą, jakiej życzyliby sobie Ed i Laura, to rozpamiętywanie tego, co się stało. Zbyt mocno kochali życie.
– Musi ci ich brakować – wyszeptała po chwili krępującej ciszy.
Zawahał się. Nieczęsto zdarzało mu się opowiadać o swoich uczuciach, jednak przy Purdy przychodziło mu to bez trudu.
– Tak – potwierdził cichym głosem. – Ed był dwa lata młodszy ode mnie. Po śmierci rodziców razem gospodarowaliśmy w Mack River. Później, gdy poznał Laurę, zamieszkali na swoim. Nie widywaliśmy się już tak często, jednak… Czasami nadal nie mogę uwierzyć, że już ich nigdy nie zobaczę.
– Przykro mi – powtórzyła, wiedząc, jak głupio brzmiały te słowa. Wyrażały jednak to, co czuła.
– Mnie również – uśmiechnął się blado. – Jednak Ed i Laura nie żyją, dlatego najważniejsi są William i Daisy. I tego zamierzam się trzymać.
Dziwne, ale powrotna droga wydała się Purdy stanowczo za krótka. A przecież powinna się spieszyć do swoich obowiązków…
Gdy wysiedli z ciężarówki, Nat przeniósł zakupy do wozu Purdy i napełnił bak benzyną. Jak to się stało, że tak łatwo zdała się na jego opiekę? Jakby to było coś najbardziej naturalnego w świecie.
Aż trudno uwierzyć, że kilka godzin temu ledwie pamiętała, jak brzmiało jego imię. Ciekawe, jakie jeszcze niespodzianki szykuje przyszłość? Zaczęła się zastanawiać nad wspólnym wyjazdem do Londynu. Ludzie zbliżają się do siebie w podróży…
