Za to Nat zapamiętał Purdy doskonale. Tamtego wieczoru wyglądała jak ktoś, komu nagle pod stopami otworzyło się niebo. Nigdy nie zapomni jej szczęśliwego spojrzenia, gdy patrzyła na Rossa. Zazdrościł mu. To musi być wspaniałe uczucie, mieć obok siebie tak bardzo zakochaną dziewczynę.

– Odniosłem wrażenie, że nie widziałaś nikogo poza Rossem – rzucił, nie odwracając od niej spojrzenia.

No cóż, tamtego wieczoru czuła się tak niewyobrażalnie szczęśliwa, jak jeszcze nigdy dotąd. Goście, para młoda, wszystko to stało się jedynie tłem dla faktu, że była z Rossem.

To były naprawdę cudowne godziny. Ross Granger poza nią nie zauważał innych dziewcząt. Przez całą noc tańczył, rozmawiał, śmiał się jedynie z nią. A na koniec, kiedy odwoził ją do Cowen Creek, pocałował.

Następnego dnia Purdy napisała do rodziny w Londynie długi list, który dałby się streścić jednym zdaniem: Wreszcie znalazłam miłość swego życia.

I rzeczywiście tak było. Niestety, nie wyglądało na to, by również Ross znalazł swoją.

– Kocham Rossa Grangera – powiedziała cicho. Ciężar, który nosiła w sercu, z czasem stawał się nie do zniesienia, a jedyną kobietą mieszkającą w Cowen Creek, której ewentualnie mogłaby się zwierzyć, była matka Rossa…

Nat Masterman nie był prawdopodobnie idealnym słuchaczem, ale z całą pewnością mogła mu zaufać.

– Nigdy jeszcze nie czułam niczego podobnego do żadnego mężczyzny – kontynuowała, nie patrząc w jego stronę. Skoro zaczęła, nie mogła przestać. – Zakochałam się w nim, w chwili kiedy ujrzałam go po raz pierwszy. Zupełnie jak w książkach. To było tak, jakby marzenie nagle stało się jawą… – Westchnęła cicho. Obraz roześmianego Rossa, gdy witał ją na płycie lotniska, był wspomnieniem równie słodkim, co zniewalającym. – Nie chodzi tylko o jego wygląd – ciągnęła z namaszczeniem. – Ross jest zabawny, czarujący, uroczy, a przy tym mocno stąpa po ziemi. Trudno mi to wszystko wytłumaczyć… Chodzi o to, że jest jedynym mężczyzną, jakiego… jakiego do tej pory pragnęłam.



6 из 96