„Onieśmiela mnie” — pomyślał. — Jako świeżo upieczony agent Patrolu, nawet nie przyszły policjant, a tylko zwykły przyrodnik, ma powiedzieć arystokratce z czasów pierwszego matriarchatu, że się w niej zakochał?

Grzmot, który stale wisiał w powietrzu, choć do katarakt Gibraltaru było wiele mil, brzmiał w uszach Toma jak anielski chór. Czy mu się tylko wydawało, czy też rzeczywiście czuł nie kończące się drgania ziemi, które przenikały całe jego ciało?

Feliz otworzyła garaż. Stało tam kilka pojazdów czasu. Przypominały nieco pozbawione kół motocykle z dwoma siodełkami. Były napędzane silnikami antygrawitacyjnymi i mogły przeskoczyć kilka tysięcy lat. (Zarówno pojazdy jak i chronocykliści zostali tutaj przywiezieni w dużych kapsułach transportowych). Pojazd Feliz był obładowany aparaturą rejestrującą — Tom nie zdołał jej przekonać, że go niebezpiecznie przeciążyła. Zaprosił więc Everarda — najwyższego rangą oficera w bazie, mimo że spędzał on tu tylko urlop, żeby się do nich przyłączył. Miał nadzieję, że samodzielny agent zauważy nadmierne obciążenie chronocykla dziewczyny i rozkaże, by przekazała część urządzeń asystentowi.

Feliz wskoczyła na siodełko.

— Ruszajmy! — powiedziała. — Robi się późno.

Tom usiadł za kierownicą i dotknął guzika na tablicy rozdzielczej. Oba pojazdy wyjechały z garażu i uniosły się w powietrze. Po wzniesieniu się na wysokość, na której zwykle latają orły, skręciły na południe, gdzie ocean wlewał się do Środka Świata.

Kłęby mgły zawsze przesłaniały horyzont — srebro stopniowo przechodzące w lazur. Gdy zbliżałeś się do nich pieszo, wisiały w górze, jak gdyby w każdej chwili miały runąć ci na głowę. Dalej przestrzeń wypełniała szara mgła o gorzkim smaku; słychać było huk wody spadającej ze skał i przebijającej się przez muł. Zimna słona mgła była tak gęsta, że niebezpiecznie było nią oddychać dłużej niż kilka minut.



3 из 15