Chudy skinął niechętnie głową.

– Dzięki, Alvaro.

– Dzięki? To wszystko? – powiedział Diego.

– Co? – nie pojmował Chudy.

– Nie słyszałem, żebyś przeprosił – powiedział Diego spokojnie.

Chudy patrzył w osłupieniu na szczupłego chłopca.

– Odwołaj, co powiedziałeś – zażądał Diego.

Chudy poczerwieniał.

– Dobra, odwołuję, jeśli to tyle dla ciebie znaczy. Ja…

– To mnie satysfakcjonuje – oświadczył Diego. Odwrócił się i odszedł.

– Hej, ty… – zaczął Chudy, ale zobaczył szerokie uśmiechy Boba, Pete’a i Jupitera. Jego wąska twarz zapłonęła ze złości. Ruszył szybko do pikapa.

– Cody! – krzyknął do kowboja. – Zabieramy się stąd.

Kowboj popatrzył na Diega i srogiego nieznajomego, który stał teraz obok chłopca.

– Wy dwaj narobiliście sobie właśnie masę kłopotów – powiedział.

Wsiadł do swego wozu i odjechał wraz z Chudym.

Rozdział 2. Duma Alvarów

Podczas gdy pogróżka Cody’ego wciąż pobrzmiewała w uszach Trzech Detektywów, Diego z trwogą patrzył za odjeżdżającą półciężarówką.

– Moja głupia duma! – zawołał. – To nas zrujnuje!

– Nie, Diego! – odezwał się nieznajomy. – Postąpiłeś słusznie. Alvarowie zawsze stawiają na pierwszym miejscu dumę i honor.

Diego odwrócił się do chłopców.

– To mój brat Pico. Jest głową rodziny. Bracie, to moi przyjaciele: Jupiter Jones, Pete Crenshaw i Bob Andrews.

Poważny i ceremonialny Pico skłonił się chłopcom. Mógł mieć nie więcej niż dwadzieścia pięć lat, ale sprawiał wrażenie starego szlachcica hiszpańskiego, mimo wytartych dżinsów i znoszonej koszuli.

– Senores. To zaszczyt was poznać.

– De nada – powiedział Jupiter z ukłonem.

– Ach – Pico uśmiechnął się. – Mówisz po hiszpańsku, Jupiterze?

– Czytam, ale naprawdę mówić nie potrafię – odpowiedział Jupiter trochę zawstydzony. – W każdym razie nie tak, jak po angielsku.



6 из 109