– Nie masz potrzeby mówić dwoma językami – powiedział Pico uprzejmie. – Co do nas, jesteśmy dumni z naszego dziedzictwa, więc mówimy także po hiszpańsku. Ale jesteśmy Amerykanami, jak wy, i również angielski jest naszym językiem.

Nim Jupe zdążył odpowiedzieć, Pete wtrącił niecierpliwie:

– Co ten facet Cody miał na myśli, mówiąc, że narobiliście sobie masę kłopotów?

– Takie tam pogróżki bez znaczenia – powiedział wzgardliwie Pico.

– Nie wiem, Pico – odezwał się Diego z niepokojem. – Pan Norris…

– Nie zawracaj innym głowy naszymi kłopotami, Diego.

– Macie więc jakieś kłopoty? Z Codym i Chudym Norrisem? – zapytał Jupiter.

– Drobnostki – odpowiedział Pico.

– Nie nazwałbym kradzieży rancza drobnostką! – wybuchnął Diego. Bob i Pete byli zaskoczeni.

– Wasze ranczo? Jak…?

– Uspokój się, Diego. Kradzież to mocne słowo – powiedział Pico.

– A jakie słowo byłoby właściwe? – zapytał Jupiter.

Pico namyślał się chwilę.

– Parę miesięcy temu pan Norris kupił ranczo sąsiadujące z naszym. Planuje kupienie innych w pobliżu, myślę, że traktuje to jako inwestycję. Chciał nabyć też nasze ranczo, ale to wszystko, co posiadamy, i choć oferował dobrą cenę, odmówiliśmy. To go dość rozgniewało.

– Wściekł się jak ogier na uwięzi – wtrącił z uśmiechem Diego.

– Widzicie – kontynuował Pico – na naszej ziemi jest stara tama na rzece Santa Inez i rezerwuar wodny. Panu Norrisowi potrzeba wody dla dużego rancza. Gdy odmówiliśmy sprzedaży, oferował więcej pieniędzy. Kiedy wciąż odmawialiśmy, starał się dowieść, że nasza stara, hiszpańska koncesja gruntowa jest nieprawomocna. Ona jednak jest prawomocna. To jest nasza ziemia.

– Nawet kazał Cody’emu, żeby doniósł szeryfowi, że nasze ranczo stanowi zagrożenie pożarowe, bo nie mamy dość pracowników – dodał z gniewem Diego.

– Kim jest Cody? – zapytał Bob.



7 из 109