
– A więc – kontynuował Fred Brown – postanowiłem poszukać czegoś o Guliwerze Wielkim. Jak się domyślacie, znalazłem o nim kilka wzmianek. Magikiem, zdaje się, wielkim nie był, lecz zasłynął z pewnej niezwykłej sztuczki. Posiadał gadającą czaszkę. Rok temu Guliwer zniknął. Ulotnił się jak przedmioty z jego magicznych sztuczek. Nikt nie wie, czy umarł, czy nie. Zostawił jednak swój kufer w hotelu, a ty wczoraj kupiłeś go na aukcji. Pomyślałem, że pewnie schował w kufrze magiczne przyrządy, łącznie z czaszką, i że może być z tego całkiem niezły materiał.
– Powiedziałeś, że zniknął? – odezwał się Bob.
– Cała ta sprawa wygląda mi dość tajemniczo – Jupiter zmarszczył lekko brwi. – Znikający magik, znikający kufer i czaszka, która podobno mówi. Doprawdy, bardzo to wszystko tajemnicze.
– Zaraz, zaraz! – zaprotestował Pete. – Nie podoba mi się twoja mina, Jupe. Czuję, że chodzi ci po głowie rozpoczęcie dochodzenia. A ja nie chcę mieć do czynienia z żadnymi gadającymi czaszkami. Przede wszystkim nie wierzę w ich istnienie i wolałbym się nie przekonywać, że jest inaczej.
– Nie możemy prowadzić dochodzenia, ponieważ kufer zniknął – odpowiedział mu Jupiter. – Ale chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej o Guliwerze Wielkim, Fred.
– Nie ma sprawy – odparł reporter. Usiadł na jednym z jeszcze nie pomalowanych, żelaznych krzeseł Jupitera. – W ogólnym zarysie wygląda to tak: Guliwer był mało znanym magikiem, ale miał tę czaszkę, która podobno mówiła. Leżała sama na szklanym stole, bez żadnych innych przyrządów, i odpowiadała na pytania.
– Brzuchomówstwo? – zapytał Jupiter. – To sam Guliwer odpowiadał bez poruszania ustami?
– Być może. Ale czaszka mówiła nawet wtedy, gdy Guliwer siedział w odległym kącie pokoju, albo kiedy w ogóle go w nim nie było. Nawet inni magowie nie mogli pojąć, jak to się działo. W końcu miał nawet z tego powodu kłopoty z policją.
