Światła! Kamera! Akcja!

Alfred Hitchcock

ROZDZIAŁ 1. Jęcząca Dolina

– Aaaaauuuuu-uuuu-uu!

Niesamowity jęk toczył się przez dolinę w zapadającym zmierzchu.

– To właśnie jest to – szepnął Pete Crenshaw. – Znowu się zaczęło.

Pete, Jupiter Jones i Bob Andrews przycupnęli na wysokim grzbiecie jednego ze wzgórz w odległym zakątku Rancza Krzywe Y, położonego o paręset metrów od wybrzeża Pacyfiku.

Jęk rozległ się znowu, przeciągły, zawodzący.

Dreszcz przebiegł Pete'owi po plecach.

– Nie dziwię się, że pracownicy chcą odejść z rancza – powiedział do swych towarzyszy.

– Może to dochodzi z latarni morskiej, którą widzieliśmy po drodze – zasugerował Bob. – To może być pogłos syreny przeciwmgłowej.

Jupiter potrząsnął głową.

– Nie, Bob, nie sądzę. To nie jest dźwięk syreny, a poza tym nie ma dziś mgły.

– Więc co… – zaczął Bob, ale Jupitera nie było już przy nim.

Korpulentny Pierwszy Detektyw biegł truchtem wzdłuż wzgórza. Pete i Bob podnieśli się i ruszyli za nim.

Zachodzące słońce kryło się już za wzgórzami i dolinę oblewała mglista purpurowa poświata.

Jupiter przeszedł około pięćdziesięciu metrów i zatrzymał się. Jękliwe zawodzenie rozbrzmiało ponownie. Słuchał uważnie, otoczywszy dłońmi uszy.

– Co robimy, Jupe? – zapytał Pete niespokojnie.

Jupiter nie odpowiedział. Zawrócił na pięcie i przeszedł jakieś sto metrów w przeciwnym kierunku.

– Czy będziemy tak tylko chodzić tam i z powrotem po tym grzbiecie, Jupe? – zapytał Bob. Obaj z Pete'em byli już zniecierpliwieni zachowaniem kolegi.

Jupiter wysłuchał w skupieniu ponownego “Aaaauuuuu-uuu-u”, po czym odparł spokojnie:

– Nie, Bob, właśnie zakończyliśmy eksperyment.

– Jaki eksperyment?! – wybuchnął Pete. – Nie robiliśmy nic poza łażeniem to w lewo, to w prawo.

– Słuchaliśmy jęku w trzech różnych punktach – tłumaczył Jupiter. – W myślach wytyczałem linię między punktami, w których stałem, a miejscem, z którego zdawał się dochodzić dźwięk. Dokładnie tam, gdzie krzyżują się trzy linie jest jego źródło.



2 из 95