
– Masz rację! – zrozumiał nagle Bob. – To się nazywa triangulacja. Inżynierowie posługują się nią przy pomiarach terenu.
– Właśnie. Oczywiście zrobiłem to w sposób raczej prymitywny, ale powinno starczyć dla naszych potrzeb.
– Jakich potrzeb? – zapytał Pete. – To znaczy, co właściwie zmierzyliśmy?
– Ustaliliśmy, skąd dochodzi dźwięk. Dochodzi z tej jaskini w skale, czyli Jaskini El Diablo – oświadczył Jupiter.
– Genialne! – wykrzyknął Pete ironicznie. – Przecież wiedzieliśmy to już od państwa Daltonów.
Jupiter potrząsnął głową.
– Dobry detektyw sprawdza informacje uzyskane od innych ludzi. Pan Hitchcock mówił nam wiele razy, że nie można polegać na świadkach. Jupiter mówił o reżyserze filmowym Alfredzie Hitchcocku. Kiedyś młodzi detektywi próbowali znaleźć dla niego nawiedzony dom, którego poszukiwał do filmu. Odtąd łączyła go z chłopcami serdeczna przyjaźń.
– Myślę, że masz rację – powiedział Pete. – Pan Hitchcock przekonał nas, że świadkowie w gruncie rzeczy mało widzą.
– Albo słyszą – dodał Jupiter. – Ale teraz nie mam wątpliwości, że jęk dochodzi z Jaskini El Diablo. Wszystko, co pozostaje nam do zrobienia, to odkryć, co jęczy i…
Nie skończył, gdyż jęk odezwał się znowu, niesamowity i przyprawiający o dreszcz, w mroku zacienionej doliny.
– Aaaa-uuuu-uu!
Tym razem dreszcz przeszedł nawet Jupitera. Pete przełknął głośno ślinę.
– Ale, Jupe, pan Dalton z szeryfem przeszukali już trzy razy jaskinię i nic nie znaleźli.
– Może to jakieś zwierzę – zastanawiał się Bob.
– Nigdy nie słyszałem zwierzęcia, które by wydawało taki dźwięk – powiedział Jupiter. – Poza tym szeryf i pan Dalton znaleźliby jakieś ślady zwykłego zwierzęcia. Są doświadczonymi myśliwymi.
