
– Zwykłego zwierzęcia? – powtórzył niespokojnie Pete.
– Może to być jakieś zwierzę nie znane w tych stronach, albo… – oczy Pierwszego Detektywa rozbłysły – jest to El Diablo we własnej osobie!
– Och nie! – wykrzyknął Pete. – Nie wierzymy przecież w duchy.
– Kto mówi o duchach? – roześmiał się Jupiter.
– Ale El Diablo nie żyje od stu lat – zaprotestował Bob. – Jeśli nie chodzi ci o ducha, Jupe, to co masz na myśli?
Jupiter nie zdążył odpowiedzieć, gdyż nagle eksplozja wstrząsnęła doliną, a niebo rozświetliły czerwone błyski.
– Co to może być, Jupe? – głos Boba drżał ze zdenerwowania.
– Nie mam pojęcia.
Błyski ustały, a odgłos eksplozji zamierał powoli. Chłopcy patrzyli na siebie zaintrygowani.
Nagle Bob strzelił palcami.
– Wiem! To marynarka wojenna! Pamiętasz, Jupe, kiedy jechaliśmy tu ciężarówką, widzieliśmy manewry okrętów. Założę się, że ćwiczą strzelanie do celu wokół Channel Islands.
Pete roześmiał się z ulgą.
– No pewnie! Odbywają te ćwiczenia dwa razy do roku. Czytałem o tym w gazecie. Ostrzeliwują nie zamieszkane wyspy tu w pobliżu.
– Pisano o tym we wczorajszej gazecie – przytaknął Jupiter. – Nocne ostrzeliwanie. Chodźcie, wracamy na ranczo, chcę dowiedzieć się czegoś więcej o tej dolinie.
Nie musiał tego powtarzać dwa razy. Zrobiło się już zupełnie ciemno i chłopcy ochoczo pobiegli do pozostawionych przy drodze rowerów. Wtem z przeciwległego końca doliny dobiegł głośny, dudniący odgłos, po którym nastąpił przeciągły jęk.
ROZDZIAŁ 2. Staruch
Jęk zamarł w Jęczącej Dolinie.
– To nie był jęk z jaskini! – zawołał Pete.
– Nie! – przyznał Jupiter. – To był krzyk człowieka!
– I to człowieka znajdującego się w opałach! – dodał Bob. – Chodźcie!
Krzyk dobiegał spod góry wznoszącej się między doliną, a oceanem – Diabelskiej Góry, zawdzięczającej swą nazwę postrzępionemu na kształt rogów szczytowi.
