Na małym placu w pobliżu kuchni zgromadziła się grupa mężczyzn. Rozmawiali ściszonymi głosami, zapewne o wypadku. Ich twarze pełne były strachu i złości.

Chłopcy zamierzali właśnie wejść do domu, gdy dobiegi ich czyjś ochrypły głos.

– Gdzieście to byli, chłopcy?

Z ciemności wyłoniła się niewielka, sztywna sylwetka i po chwili rozpoznali ostrą, wysmaganą wiatrem twarz Luka Hardina, rządcy pana Daltona.

– To ranczo jest bardzo duże, można się łatwo zgubić – powiedział.

– Przywykliśmy do otwartych przestrzeni i gór, proszę pana – odparł Jupiter. – Nie ma potrzeby martwić się o nas.

Rządca podszedł do nich.

– Słyszałem, co was tu sprowadza. Ciekawi was Jęcząca Dolina, hę? To nie jest dobre miejsce dla dzieci. Trzymajcie się od niego z daleka, słyszycie?!

Nim zdążyli zaprotestować, otworzyły się drzwi i z domu wybiegła mała, energiczna kobieta, o siwych włosach i mocno opalonej twarzy.

– Nonsens, Luke! – zawołała gniewnie. – Chłopcy nie są dziećmi i zdają się mieć więcej rozsądku od ciebie.

– Jęcząca Dolina to nie jest dobre miejsce – powtórzył Hardin uparcie.

– Dorosły mężczyzna, a boi się jaskini! – wykrzyknęła pani Dalton.

– Ja się nie boję – powiedział wolno Hardin. – Nie boję się też spojrzeć prawdzie w oczy. Mieszkam w tej okolicy przez całe życie. Jeszcze jako chłopiec nasłuchałem się historii o Jęczącej Dolinie. Nigdy w nie nie wierzyłem, ale teraz nie jestem już taki pewny…

– Bzdury! Głupie zabobony, dobrze o tym wiesz!

Słowa były odważne, ale w głosie pani Dalton wyczuwało się niepokój.

– Jak pan myśli, co to za jęk, kto go wydaje? – Jupiter zwrócił się do Hardina.

Rządca spojrzał na niego poważnie.

– Nie wiem, chłopcze. Nikt nie wie. Szukaliśmy i nie znaleźliśmy niczego. W każdym razie niczego, co da się zobaczyć – oczy Luka rozbłysły w ciemnościach – Indianie zawsze mówili, że nikt nie może zobaczyć Starucha.



8 из 95