– Coś ty powiedział? – zapytał Pete, starając się wygładzić postrzępioną rysę, pozostawioną przez ostrze śrubokrętu na tylnej płycie drewnianej obudowy radia.

– Powiedziałem, że zastanawiam się, czy udałoby się nam zrobić największy napad, jaki kiedykolwiek wydarzył się w tych stronach – powtórzył Jupiter. – To znaczy, gdybyśmy byli wyspecjalizowanymi przestępcami.

– Jak Już się nad tym zastanawiasz – powiedział Pete – to spróbuj też wyobrazić sobie, co by się z nami stało, gdyby nas złapali. Słyszałem gdzieś, że ten proceder nie popłaca.

Bob Andrews pozbierał rozrzucone kartki.

– Nie wydaje mi się, abyśmy mieli szansę opanowania tego fachu. Co do mnie, to nie jestem w stanie opanować nawet sztuki podkładania kartek pod tę prasę.

– To tylko taka sobie myśl – powiedział Jupiter. – Ostatecznie jesteśmy przecież detektywami. Przyszło mi do głowy, że gdyby się nam udało wyobrazić sobie dobrze obmyślone przestępstwo, mielibyśmy o wiele łatwiejsze zadanie przy jego wykrywaniu. Trzeba by było odwrócić tylko sposób myślenia i wczuć się w psychikę przestępcy, wyspecjalizowanego w tym rzemiośle.

Pete kiwnął potakująco głową.

– To doskonały pomysł. Ale wiesz, Jupe, najpierw muszę odwrócić sposób myślenia ostatniego właściciela tego odbiornika. Próbował widocznie sam go naprawić i pomieszał ze sobą wszystkie przewody. Dopiero jak to zrobię, będę gotów wziąć udział w twoich wyspecjalizowanych machinacjach.

Cała trójka, nazywająca siebie Trzema Detektywami, znajdowała się w warsztacie Jupitera, położonym w kącie składnicy złomu jego wuja Tytusa. Tu, pod daszkiem przylegającym do wysokiego ogrodzenia składu, chłopcy zajmowali się w odosobnieniu naprawą różnych starych gratów, kupowanych przez Tytusa Jonesa. Część zarobionych w ten sposób pieniędzy przeznaczali na drobne wydatki, resztę – na takie luksusy, jak na przykład telefon w ich dobrze zamaskowanej Kwaterze Głównej.



2 из 131