
Pete wkręcił ostatnią śrubę i z dumną miną wręczył Jupiterowi do przejrzenia naprawione radio.
– Ta robota powinna kosztować twojego wuja co najmniej trzy dolary – powiedział. – Teraz może je dobrze sprzedać. Kiedy się tu znalazło, było zwykłą kupą szmelcu.
Jupiter uśmiechnął się.
– Wuj Tytus nie jest taki chętny do wyrzucania pieniędzy w błoto. Może byś je lepiej włączył, żeby się przekonać, czy rzeczywiście działa. Pete wzruszył ramionami i przekręcił małą gałkę.
– Jasne, że działa. Posłuchaj.
Dał się słyszeć szum i po kilku drobnych trzaskach radio ożyło. Z głośnika popłynął głos spikera, najwyraźniej kończącego lokalny serwis informacyjny.
– Władze zaniepokojone są tajemniczymi przypadkami, jakie powtarzają się w miasteczku Seaside. W ciągu ostatniego tygodnia zaginęło tam pięć psów. Właściciele zaintrygowani są zniknięciem swych ulubieńców… A teraz wiadomości ze świata, które rozpoczynamy doniesieniem z…
– Pete, wyłącz to – rzucił Jupiter.
Pete przekręcił gałkę wyłącznika.
– No i co? Pięć zaginionych psiaków. Najwyraźniej szaleje tam jakiś obłąkany miłośnik tych zwierząt.
– Zdaje mi się, że trafiliśmy na mistrza złodziejskiego procederu – odezwał się Bob, szczerząc zęby. – Ma zamiar wykraść wszystkie psy, jakie tylko wpadną mu w ręce, i opanować rynek. A potem, kiedy ludzie zaakceptują jego cennik, zrobi wyprzedaż i zbije na tym majątek.
Jupiter zaczął miętosić dwoma palcami dolną wargę – znak, że jego umysłowa maszyneria działa właśnie na wysokich obrotach.
– Dziwne – powiedział w końcu.
– Co w tym dziwnego? – zapytał Bob. – Może liczba skradzionych psów? Że nie do pary?
Jupiter zmarszczył brwi i pokręcił głową.
– Nie, chodzi mi o to, że wszystkie psy zaginęły w jednym tygodniu. Kiedy giną domowe zwierzaki, zdarza się to zwykle w nierównych odstępach czasu, a nie tak od razu, w przeciągu paru dni.
