– No więc, musi być tak, jak powiedziałem – odparł Bob. – Jakiś doświadczony kryminalista postanowił zdobyć kontrolę nad całym psim rynkiem. Może chce wywołać obniżkę ceny mięsa na hamburgery, a przy okazji zarobić trochę na sprzedaży kradzionych psów.

Jupiter odpowiedział mu bladym uśmiechem.

– Bardzo możliwe. Ale brakuje tu odpowiedzi na moje pytanie. Dlaczego aż pięć psów w ciągu jednego tygodnia? No i druga zagadka: Dlaczego nikt nie zwrócił się do nas, żebyśmy wyjaśnili te tajemnicze zaginięcia?

– Bo może wcale nie są takie tajemnicze – powiedział Pete. – Czasami psy oddalają się od domu i wracają dopiero po jakimś czasie. Przypuszczam, że i w tym wypadku może chodzić o coś takiego.

– Zgadzam się z Pete'em – przytaknął Bob. – W dzienniku nie było mowy o tym, że to są jakieś cenne psy, tylko o tym, że zaginęło pięć sztuk.

Powoli i z ociąganiem Jupiter skinął głową.

– Być może obaj macie rację. Niewykluczone, że chodzi tu o zwykły zbieg okoliczności, chociaż tego rodzaju przypuszczenie nie bardzo mi odpowiada.

Pozostali dwaj chłopcy uśmiechnęli się. Jupiter miał zwyczaj wypowiadania się z namysłem, kiedy tylko mógł sobie na to pozwolić. I właśnie ta jego cecha, a także wyostrzona, jak u prawdziwego detektywa, zdolność dedukcyjnego myślenia, przyciągały ich do niego i czyniły niekwestionowanym przywódcą całej trójki.

– Zastanawiam się – podjął Jupe – jak rozwiążemy tę tajemnicę, jeżeli nie poprosi nas o to żaden z właścicieli zaginionych czworonogów.

Bob i Pete popatrzyli tępo na siebie.

– Jaką tajemnicę? – zapytał Pete. – Zdawało mi się, że przed chwilą ustaliliśmy, że nie chodzi o żadną tajemnicę, ale o zwykły zbieg okoliczności.

– Być może – odparł Jupiter. – Ale jesteśmy przecież detektywami. Już kiedyś udało się nam odnaleźć kilka zaginionych zwierzaków. I w każdym przypadku mieliśmy do czynienia z jakąś tajemnicą.



4 из 131