Doszedłszy do końca rury, chłopcy unieśli umocowaną na zawiasach klapę i wygramolili się na górę. Znajdowali się teraz w małym pomieszczeniu przypominającym biuro, wyposażonym w biurko, parę krzeseł, maszynę do pisania, regał z szufladkami i telefon. Jupiter zamontował koło telefonu mikrofon i podłączył go do głośnika radiowego, dzięki czemu cała trójka mogła przysłuchiwać się wszystkim rozmowom telefonicznym. Pozostałą część przyczepy zajmowała miniaturowa ciemnia, maleńkie laboratorium i toaleta.

Ponieważ przyczepę otaczały stosy starego żelastwa, w jej wnętrzu panował półmrok. Pete zapalił światło nad biurkiem. W tej samej chwili zadzwonił telefon.

Chłopcy popatrzyli na siebie. Rzadko zdarzało się, aby ktoś wykręcił ich numer.

Po drugim dzwonku Jupiter sięgnął po słuchawkę, włączając jednocześnie głośnik maleńkiego radia.

– Jupiter? – zapytał jakiś męski głos. – Mówi Alfred Hitchcock.

Był to ich doradca i przyjaciel, znany reżyser filmowy i autor książek poświęconych różnym zagadkom i tajemnicom.

– Co mogę dla pana zrobić? – zapytał Jupiter, bez najmniejszego wysiłku wpadając w ton prawdziwego profesjonalisty.

– Czy ty i twoi przyjaciele jesteście w tej chwili zajęci wyjaśnianiem jakiejś sprawy?

– Nie, chwilowo jesteśmy wolni. Ale zgodnie z teorią prawdopodobieństwa powinniśmy znaleźć wkrótce coś interesującego.

Pan Hitchcock zachichotał.

– A więc, jeżeli nie jesteście zajęci, mam coś, co mogłoby was zainteresować. Pewien zaprzyjaźniony ze mną reżyser filmowy będzie najprawdopodobniej potrzebował pomocy.



6 из 131