
Alfred Hitchcock
Rozdział 1. Pożar
– Co tu właściwie robicie, chłopcy? – zapytał Horace Tremayne.
Stał w drzwiach sekretariatu wydawnictwa Amigos Press i patrzył groźnie na Jupitera Jonesa, Boba Andrewsa i Pete'a Crenshawa.
– Co tu robimy? – powtórzył Pete. – Sortujemy listy.
– Nie opowiadaj! – napadł na niego Tremayne. Jego twarz, zazwyczaj miła, przybrała srogi wyraz. – To bezczelność udawać pomoc biurową, gdy faktycznie jest się prywatnym detektywem!
Po tych słowach Tremayne, młody wydawca, zwany przez współpracowników Beefy, rozpogodził się i zaczął chichotać.
– Jesteście detektywami, prawda?
– Och, ale mnie przestraszyłeś! – powiedział Pete.
Bob się uśmiechnął.
– Niewiele pracy mają detektywi tego lata. Chcieliśmy zdobyć trochę doświadczenia w biurze.
– W jaki sposób się o nas dowiedziałeś? – zapytał Jupiter ze zdziwieniem.
– Zeszłego wieczoru pojechaliśmy z wujem Willom wynajętą limuzyną na premierę w Hollywoodzie – odparł Tremayne. – Był to zdobny złoceniami rolls-royce, z brytyjskim kierowcą o nazwisku Worthington.
– Rozumiem – roześmiał się Jupe.
Worthington był starym przyjacielem. Jakiś czas temu Jupe brał udział w konkursie, ufundowanym przez agencję “Wynajmij auto i w drogę” i wygrał użytkowanie złoconego rollsa przez trzydzieści dni. Worthington woził wtedy chłopców i zafascynowała go ich praca detektywów.
– Worthington zaczął mi opowiadać o swoich stałych klientach i wymienił wasze nazwiska – wyjaśnił Beefy. – Kiedy usłyszał, że zatrudniam was przez wakacje, powiedział, że nie zaznam wiele spokoju. Gdziekolwiek jesteście, pojawiają się kłopoty.
– One się nie pojawiają tak po prostu – powiedział Pete – Jupe je prowokuje.
