
– Marvin Gray? – William Tremayne zdawał się tyleż znudzony, co zdziwiony.
– Och, daj spokój, wuju. Pamiętasz go przecież! Zajmuje się sprawami finansowymi Madeline Bainbridge. Uzgadnia z nami warunki umowy na wydanie jej książki.
– Ach tak, ten szofer.
– Był kiedyś szoferem – w głosie Beefy'ego pobrzmiewała irytacja, ale wziął głęboki oddech i mówił dalej spokojnie – a teraz prowadzi sprawy finansowe Madeline Bainbridge. Tekst, który przynosi, może być świetny. Madeline Bainbridge znała wszystkie znaczące osobistości w Hollywoodzie w czasach, gdy sama była gwiazdą. Zobaczysz, co się będzie działo, gdy rozniesie się, że wydajemy jej wspomnienia!
– Jesteś pewien, że to wzbudzi sensację? – powiedział William Tremayne wzgardliwie. – Nie rozumiem tej fascynacji byłymi aktorami, ale nie ma powodu, żebyśmy nie zarobili na tym pieniędzy.
– Bainbridge nie jest tylko byłą aktorką.
– A czym? Nie grała w żadnym filmie od trzydziestu lat.
– Jest legendą – oświadczył Beefy.
– Co to za różnica? – William Tremayne odwrócił się i odszedł, nie czekając na odpowiedź. Po chwili jego kroki zadudniły na schodach wiodących na piętro, gdzie miał swój gabinet. Beefy stał z nieszczęśliwą miną, co przytrafiało mu się często po rozmowie z wujem.
– Czy poznałeś Madeline Bainbridge? – zapytał go Jupe.
Beefy zamrugał oczami.
– Słyszałeś o niej?
– Przerabiałem kurs z dziedziny teatru i filmu. Czytałem o niej. Była piękną kobietą i zapewne dobrą aktorką. Oczywiście trudno to ocenić, skoro nigdy nie wyświetla się jej filmów w kinie ani w telewizji.
– Nigdy jej nie spotkałem – powiedział Beefy. – Jest odludkiem. Z nikim się nie widuje. Wszystko załatwia dla niej Marvin Gray. Zdaje się być bardzo sprawnym zarządcą, mimo że zaczynał jako jej szofer. Pani Bainbridge po zaniechaniu pracy aktorskiej wykupiła od producenta negatywy wszystkich swoich filmów. Trzyma je w specjalnym sejfie w swojej rezydencji. Marvin Gray napomknął, że może wkrótce sprzeda je telewizji. Jeśli tak zrobi, jej książka może się okazać bestsellerem roku.
