Pete odkręcił kran i umył ręce skrawkiem mydła na umywalce.

Nagle rozległ się głośny i wyraźny szczęk przekręcanego w zamku klucza.

– Hej! – Pete złapał ręcznik i skoczył do drzwi. Nacisnął klamkę. Drzwi ani drgnęły, były dokładnie zamknięte.

– Panie Pilcher? – zawołał Pete cicho. – Proszę pana, proszę otworzyć. – Nie było odpowiedzi. Pete potrząsnął klamką. – Panie Pilcher! – zawołał głośniej.

Usłyszał oddalające się szybko kroki. Przyłożył ucho do drzwi. Z dołu dobiegały śmiechy i gwar. Orkiestra nie grała teraz. W pobliżu otworzyły się drzwi i odgłosy przyjęcia się wzmogły.

– Panie Pilcher?

Wciąż nikt nie reagował na jego wezwania.

Pete'owi zaczęło się robić gorąco z zakłopotania i lęku. Czy stary się wściekł, że chłopiec korzysta z jego łazienki? Może pomyślał, że Pete zamierza na niego napaść. Mogło mu się wszystko pomieszać i wziął go za złodzieja. Czyżby poszedł zadzwonić na policję?

Chłopiec usiadł na brzegu wanny i rozmyślał. Nie miał nic przeciwko temu, żeby przyjechała policja. Właściwie by się nawet ucieszył. Znowu usłyszał kroki, te same kroki, co przedtem. Teraz zbliżały się do drzwi łazienki.

Widocznie Pilcher doszedł do wniosku, że Pete jest nieszkodliwy, i wrócił go wypuścić.

Ale klucz się nie przekręcił. Pete usłyszał tylko sieknięcie i szuranie, jakby Pilcher się o coś potknął lub mocował z kimś pod drzwiami. Rozległ się jęk, a potem głuchy huk.

Pete skoczył do drzwi i zaczął szarpać za klamkę.

– Panie Pilcher! – wrzeszczał.

W tym momencie na dole gruchnęły dźwięki rockowej melodii “Dziecinko, dlaczego nie jesteś już moja?” Było to bardzo głośne, dużo perkusji i na dodatek wzmacniacze.

– Panie Piteher! – Pete ledwie mógł samego siebie usłyszeć. – Panie Pilcher, czy coś się panu stało?



10 из 96