
Orkiestra grzmiała dalej.
Pete oblał się zimnym potem. Był bliski paniki. Zaczął walić pięściami w drzwi.
Pilcher nie odpowiadał. To pewnie atak serca! Teraz musiał dostać prawdziwego ataku serca, a nie jakiegoś skurczu bez znaczenia. Może umiera tam, tuż pod drzwiami.
Melodia “Dziecinko, dlaczego nie jesteś już moja?” osiągnęła końcowy akord, ale nie nastąpiła przerwa. Orkiestra przeszła od razu do “Rock, rock, rock całą noc”.
Pete walił w drzwi zrozpaczony. Co mogę zrobić? – myślał. – Tam leży stary, chory człowiek, który potrzebuje pomocy. Co robić? Co zrobiłby Jupe?
– Uspokój się i rusz głową! – zabrzmiał mu w pamięci głos Pierwszego Detektywa.
Słusznie! Pete zaczął się rozglądać uważnie po małej łazience. Jego wzrok padł na okno.
Okno! Dobra, staromodna łazienka z oknem. A za oknem, blisko domu rośnie drzewo. Wygląda na mocną, rozłożystą olchę, idealną do wspinania się po niej.
Otworzył okno, przysunął pod nie stolik z książkami, wskoczył na niego i aż po ramiona wychylił się na zewnątrz.
Spojrzał w dół. Znajdował się w bocznym skrzydle domu. Pod oknem biegła cementowa ścieżka. Jeśli spadnie z drzewa, co najwyżej złamie sobie nogę. Albo rękę. Może też roztrzaskać sobie głowę.
Ale Pete, najbardziej wysportowany z Trzech Detektywów, wspinał się po drzewach po mistrzowsku. Upadek był mato prawdopodobny.
– Jeśli nie skoczę na dół i nie znajdę szybko pomocy, stary Pilcher umrze! – powiedział sobie.
ROZDZIAŁ 3. Zniknięcie milionera
Pete zlazł po drzewie jak mógł najszybciej, ledwie sprawdzając podpory dla rąk i nóg. Kiedy wychodził przez okno łazienki, na dole nikogo nie było, ale gdy zeskakiwał wreszcie na ziemię, w ogrodzie zjawiła się rudowłosa dziewczyna.
– Co za zabawny sposób schodzenia na dół – powiedziała. – Większość ludzi używa do tego celu schodów.
