
Przylegał do sypialni Pilchera. Dobrze klimatyzowany, urządzony był surowo i funkcjonalnie. Białe ściany, metalowe krzesła, pomalowane lśniąco czerwoną farbą i dwie konsole komputerów.
– Jeden z komputerów jest zsynchronizowany z dużym komputerem w biurze w śródmieściu – wyjaśnił Sanchez. – Pan Pilcher nieczęsto już wychodzi z domu i kontaktuje się z biurem przez komputer. W ten sposób wydaje pracownikom polecenia i nie musi się wysilać na rozmowy z ludźmi. Poza tym rejestruje równocześnie te swoje polecenia i pracownicy nie mają usprawiedliwień, jeśli ich nie wykonają lub w czymś nawalą.
– Mój tato lubi wiedzieć, kogo o co winić – dodała Marilyn ponuro. – Dobrze, że tu go nie ma.
– Czy w tym domu jest strych? – zapytał Pete.
Był. Znajdowały się na nim książki, pudła i pamiątki z przeszłości, ale nie znaleźli nawet śladu Pilchera.
Gdy skończyli przeszukiwanie górnej części domu, Marilyn zwróciła się do Jupe'a:
– No dobrze, to gdzie on jest? Powiedz mi, skoro jesteś taki mądry!
– Ponieważ wszystkie inne możliwości wyeliminowaliśmy, musimy przyjąć, że zszedł na dół po schodach, nie zauważony przez zajętych rozmową gości i wyszedł z domu…
– Nie sądzę – przerwała mu Marilyn. – Cały czas stałam twarzą do schodów. Widziałabym, gdyby nimi schodził.
– A tylne schody? – wtrącił Ray Sanchez. – Mógł zejść nimi do piwnicy lub na podwórze.
– Z poduszką? – zapytał Jupe.
– Dlaczego uczepiłeś się tej poduszki? – zniecierpliwiła się Marilyn.
– Ponieważ to może być ważne – odparł Jupe. Zeszli na dół kuchennymi schodami. Przy zlewie w kuchni krzątał się człowiek najęty do mycia naczyń.
– Czy widział pan, żeby mój ojciec schodził tymi schodami? – zapytała go Marilyn.
Pomywacz odwrócił się. Po jego twarzy było widać, że ma ponad pięćdziesiąt, może nawet sześćdziesiąt lat, ale sylwetkę miał krzepką i muskularną. Lewe ramię zdobił tatuaż przedstawiający smoka. Jupiterowi wydał się człowiekiem ponurym. Odpowiedział Marilyn potrząśnięciem głowy i wrócił do zmywania.
