
Znajdowali się w holu na parterze. Marilyn wciąż trzymała rękę na telefonie. Skończyła właśnie rozmowę z komendą policji w Rocky Beach. Obiecali przyjechać natychmiast.
– To zabawa, tak? – mówiła rudowłosa. – Jak taka gra towarzyska, w której jedna osoba udaje ofiarę morderstwa i wszyscy mają rozwiązać zagadkę: kto zabił?
– Och, zamknij się, Betsy – powiedziała Marilyn. – To nie jest żadna zabawa.
Ale rudowłosa wcale jej nie słuchała.
– A więc mamy zgadnąć, gdzie jest twój tato, tak? Albo kto spowodował jego zniknięcie. Tak, to jest to. Kto miałby jakiś motyw?
– Betsy, jesteś głupia – powiedziała Marilyn.
W holu ukazał się gładkolicy młodzieniec, wyraźnie zirytowany. Jupe wiedział już, że jest to narzeczony Marilyn. Nazywał się Jim Westerbrook i był jej szkolnym kolegą. Pani w szarej, jedwabnej sukni była jego matką. Przybyli samolotem z Bostonu specjalnie na przyjęcie.
Wcześniej, po południu, Jupe natknął się na matkę Jima, kiedy sprawdzała palcem czystość parapetów. Zastanawiał się, czy cieszy ją fakt, że syn wżeni się w rodzinę Pilcnerów.
– Gdzie ty się podziewasz? – zwrócił się Westerbrook do Marilyn – wszyscy o ciebie pytają.
– Szukałam ojca.
– Doprawdy? Dlaczego? Wciąż ma taki zły humor? Nie zawracaj sobie nim głowy.
Jupe skrzywił się słysząc te słowa. Marilyn cofnęła się i rzuciła Westerbrookowi piorunujące spojrzenie.
– Czy ci się to podoba, czy nie, to jest mój ojciec! – poszła zamaszyście do salonu i krzyknęła do orkiestry, żeby przerwano grę.
Grali jednak z takim zapamiętaniem, że musiała wrzasnąć trzy razy, nim wreszcie muzyka ucichła. Marilyn zwróciła się do gości:
– Mój ojciec… mój ojciec zasłabł po południu. A teraz… no więc, teraz nie wiadomo, gdzie jest. Nie możemy go znaleźć. Czy może ktoś z państwa go widział? Może ktoś zauważył, jak schodził ze schodów?
