
– Tak, proszę pana, myślę, że każdy chłopiec ma jakąś kolekcję. Czy jeszcze coś weźmie pan dzisiaj?
Uporawszy się z zakupem łóżek, garncarz nie mógł się zdecydować, co jeszcze kupić.
– Mam w domu tak niewiele mebli – wyznał. – Może wezmę jeszcze ze dwa krzesła?
– A ile ma pan krzeseł? – zapytał Jupe.
– Jedno. Nigdy więcej nie potrzebowałem i staram się nie zagracać domu zbędnymi sprzętami.
Jupe w milczeniu wybrał ze sterty w rogu szopy dwa proste krzesła i postawił je przed garncarzem.
– Stół? – zapytał.
Garncarz potrząsnął głową.
– Mam stół. Słuchaj, Jupiterze, jest taka rzecz, zwana telewizją. O ile wiem, jest szalenie popularna. Może moi goście zechcą mieć w domu telewizję, więc jeśli mógłbyś…
– Nie, proszę pana – przerwał mu Jupiter. – Z telewizorów, które do nas trafiają, da się wykorzystać zaledwie parę części zapasowych. Jeśli potrzebny panu telewizor, radziłbym kupić nowy.
Garncarz zdawał się być niezbyt przekonany.
– Nowe aparaty mają gwarancję – tłumaczył Jupiter. – Jeśli coś źle działa, może pan zwrócić telewizor do sklepu, a oni muszą naprawić tę wadę.
– Rozumiem. Na pewno masz rację. Jupiterze. Na razie wystarczą mi łóżka i krzesła. Potem…
Garncarz urwał, bo z dworu dobiegło przeciągłe i uporczywe trąbienie.
Jupe podszedł do drzwi szopy, za nim garncarz. Obok jego obdrapanej ciężarówki przy wjeździe stał czarny, lśniący cadillac. Kierowca raz jeszcze nacisnął klakson, po czym wysiadł z samochodu, rozejrzał się niecierpliwie i skierował się do biura.
Jupiter ruszył do niego spiesznie.
– W czym mogę pomóc? – zawołał.
