
– Chodzi o księcia Waranii, Djaro.
– Książę Djaro! – wykrzyknął Bob. – Co u niego słychać?
– Miewa się dobrze i przesyła wam pozdrowienia. Rozmawiałem z nim dwa dni temu. Otóż chciałby, żebyście wszyscy trzej przyjechali do niego i zostali przez dwa tygodnie, aż do jego koronacji.
– O rany! – zawołał Pete. – Jechać tak daleko, do Europy? Jest pan pewien, że mu o nas chodzi?
– O was i tylko o was – odparł Young. – Zdaje się, że od wyprawy do Disneylandu uważa was za swoich prawdziwych przyjaciół. Nie ma ich wielu. W Waranii trudno mu odróżnić prawdziwych przyjaciół od tych, którzy mu tylko schlebiają, bo jest księciem. Was jest pewien. Pragnąłby mieć teraz przy sobie przyjazne dusze, dlatego was zaprasza. Powiem wam prawdę: to ja postarałem się, żeby wpadł na ten pomysł.
– Pan? – zdziwił się Bob. – Dlaczego?
– A więc – odpowiedział Bert Young – tak to wygląda. Warania jest spokojnym państwem. Jest neutralna jak Szwajcaria. Stany Zjednoczone to zadowala, oznacza bowiem, że Warania nie udziela pomocy żadnemu nieprzyjaznemu państwu.
– Jakiej pomocy może komukolwiek udzielić tak mały kraj jak Warania? – odezwał się wreszcie Jupiter.
– Byłbyś zaskoczony. Może na przykład dopuścić, by powstał tam ośrodek działań szpiegowskich. Ale nie będę się wdawał w szczegóły. Istotne jest, czy przyjmujecie zaproszenie księcia?
Chłopcy zawahali się. Oczywiście chcieliby pojechać, ale nie wszystko było takie proste. Po pierwsze, zgoda rodziców, po drugie, pieniądze, nie mówiąc już o paszportach. Bert Young rozwiał ich wątpliwości.
– Porozmawiam z waszymi rodzicami – powiedział. – Myślę, że uda mi się przekonać ich, że będziecie pod dobrą opieką. Po pierwsze, ja sam tam będę i zajmę się wami. Będziecie gośćmi księcia. Po drugie, rząd wyda wam paszporty, opłaci przelot i zaopatrzy w pieniądze na drobne wydatki. Chcemy, byście się zachowywali jak typowi amerykańscy turyści lub powiedzmy tak, jak ich sobie wyobrażają Waranianie. To znaczy będziecie sobie kupowali pamiątki, robili zdjęcia…
