
– Gościa? – powtórzył Jupiter. – Czy chodzi o jakąś tajemniczą sprawę, proszę pana?
– Nic więcej nie mogę ci powiedzieć – odparł Alfred Hitchcock. – Zostałem zobowiązany do dyskrecji. Odbyłem długą rozmowę z tą osobą i zarekomendowałem was gorąco. Otrzymacie zaskakujące zaproszenie. Chciałem was tylko uprzedzić. A teraz muszę się już pożegnać.
Rozmowa była skończona i Jupe odłożył słuchawkę. Chłopcy wymienili spojrzenia.
– Myślicie, że to nowa sprawa dla nas? – zapytał Bob.
I właśnie w tym momencie przez otwarty lufcik przyczepy dobiegło ich gromkie wołanie Matyldy Jones, ciotki Jupe'a.
– Jupiter! Chodź tu zaraz! Ktoś do ciebie!
Po chwili chłopcy czołgali się przez Tunel Drugi. Była to duża rura, która prowadziła spod otworu w podłodze przyczepy do sekretnego wejścia w pracowni Jupe'a. Stąd, przeciskając się między stertami rupieci, w minutę dotarli do biura składu.
Przed biurem stał mały samochód, a obok niego młody mężczyzna. Poznali go natychmiast. Był to Amerykanin, eskortujący księcia Djaro owego dnia, gdy omal nie doszło do kraksy.
– Jak się macie – powiedział. – Pewnie nie spodziewaliście się zobaczyć mnie znowu. Pozwólcie, że tym razem się przedstawię. Jestem Bert Young, oto moja legitymacja.
Pokazał im kartę, wyglądającą jak legitymacja służbowa, po czym wsunął ją z powrotem do portfela.
– Jestem tu w oficjalnej sprawie rządowej. Gdzie możemy porozmawiać poufnie?
– Tam, w głębi – odpowiedział Jupiter, wytrzeszczając z lekka oczy.
Agent rządowy chce rozmawiać z nimi poufnie. W dodatku niewątpliwie wypytywał o nich Alfreda Hitchcocka. O co może chodzić?
Poprowadził gościa do swej pracowni. Wyszukał dwa stare krzesła, a Bob i Pete usiedli na skrzyni.
– Domyślacie się może, dlaczego tu jestem – powiedział Bert Young.
Nie mieli pojęcia, czekali więc na jego dalsze słowa.
