
– Całkiem inaczej niż w Kalifornii – powiedział Pete, wychodząc na balkon. – Od razu widać, że to miasto jest stare.
– Zostało założone w 1335 roku – przytaknął Bob. Przeczytał oczywiście o Waranii i jej historii w ciągu gorączkowych dni poprzedzających tę emocjonującą podróż. – Było kilkakrotnie napadane i niszczone, ale zawsze je odbudowywano. W 1675 roku książę Paul rozgromił rebeliantów i stał się bohaterem narodowym jak nasz George Washington. Odtąd panuje tu pokój. Wszystko, co stąd widzimy, ma około trzystu lat. Jest także nowoczesna część miasta, ale stąd jej nie widać.
– Pięknie – powiedział Pete z zachwytem. – Jak daleko rozciąga się kraj poza tym miastem?
– Obejmuje w sumie tylko około stu kilometrów kwadratowych. To naprawdę mały kraj. Widzisz te wzgórza w oddali? Ich szczyty wytyczają granicę Waranii. Kraj rozciąga się wzdłuż rzeki Denzo, około czternastu kilometrów w górę jej biegu. Zajmują się tu uprawą winogron, produkcją tekstylną i turystyką. Malownicze widoki ściągają wielu turystów. Żeby stworzyć im odpowiednią atmosferę, obsługa wielu sklepów nosi starodawne stroje.
Jupiter zjawił się na balkonie. Zapinał guziki jasnej, sportowej koszuli, obejmując pełnym zachwytu spojrzeniem roztaczający się przed nim widok.
– Zupełnie jak sceneria filmu, tyle że to jest prawdziwe – powiedział. – Co to za kościół tam, Bob?
– To pewnie kościół Świętego Dominika. Jest największy. Jedyny, który ma złotą kopułę i dwie dzwonnice. Widzisz ich strzeliste dachy? W tej po lewej jest osiem dzwonów, które dzwonią na msze i w święta narodowe, a w tej po prawej znajduje się jeden olbrzymi dzwon, zwany dzwonem księcia Paula. Podczas buntu w 1675 roku książę bił w ten dzwon, by zawiadomić swych stronników, że nie zginął i potrzebuje ich pomocy.
