Ściągnęli zewsząd i przepędzili rebeliantów. Od tego czasu bije tylko dla rodziny książęcej. Gdy panujący jest koronowany, dzwon bije sto razy, bardzo powoli. Gdy rodzi się nowy członek rodziny książęcej, dzwon bije pięćdziesiąt razy. Na wesele – siedemdziesiąt pięć razy. Jego ton jest bardzo głęboki, głębszy niż któregokolwiek dzwonu w mieście i słychać go na odległość wielu kilometrów.

– Poczciwa Dokumentacja! – roześmiał się Pete.

– Powinniśmy się przygotować na spotkanie z Djaro – powiedział Jupiter. – Królewski szambelan dał nam znać, że Djaro zje z nami śniadanie.

– Jak już mowa o śniadaniu, przegryzłbym coś – wyznał Pete. – Ciekaw jestem, gdzie będziemy jedli.

– Poczekamy, zobaczymy – odparł Jupe. – Chodźcie sprawdzić, czy nasz ekwipunek jest w porządku. W końcu jesteśmy tu służbowo.

Chłopcy z Jupe'em na czele wrócili do pokoju. Była to wysoka komnata. Miała ściany wyłożone boazerią o atłasowym połysku. Nad szerokim łożem, w którym wszyscy trzej spali, widniał wyrzeźbiony herb rodziny Djaro.

Ich torby podróżne leżały wciąż nie rozpakowane. Po przyjeździe, poprzedniego wieczoru, otworzyli je tylko po to, żeby wyjąć piżamy i szczotki do zębów.

Podróżowali odrzutowcem, najpierw do Nowego Jorku, a stamtąd do Paryża. Nie zobaczyli jednak żadnego z tych miast, gdyż nie opuszczali nawet lotniska. W Paryżu przesiedli się na helikopter, który dowiózł ich na malutkie lotnisko w Denzo. Stąd zabrano ich do pałacu samochodem. Powitał ich szambelan królewski. Doniósł im, że Djaro odbywa właśnie ważne zebranie i nie będzie mógł widzieć się z nimi aż do następnego rana. Powiódł ich następnie do ich sypialni przez nie kończące się kamienne korytarze. Tu padli na łóżko i zasnęli natychmiast, nie zdążywszy się nawet rozpakować. Zabrali się do tego teraz. Złożyli swoje ubrania w przestronnej, antycznej szafie, w torbach pozostały tylko trzy aparaty fotograficzne.



14 из 84