
– Tu są nasze nazwiska – powiedział. – Ja jestem Jupiter Jones, a to Pete Crenshaw i Bob Andrews.
Młody cudzoziemiec wziął wizytówkę i przeczytał z powagą. Wyglądała następująco:
TRZEJ DETEKTYWI
Badamy wszystko
???
Pierwszy Detektyw…. Jupiter Jones
Drugi Detektyw… Pete Crenshaw
Dokumentacja i analizy…. Bob Andrews
Czekali, spodziewając się, że zagadnie o znaczenie znaków zapytania. Prawie każdy o to pytał.
– Brojas! – powiedział Djaro i uśmiechną się. Miał bardzo miły uśmiech, a jego zęby zdawały się szczególnie białe przy ciemnej karnacji. – Czyli “wspaniale” po warańsku. Jak przypuszczam, znaki zapytania to wasz symbol?
Popatrzyli na niego z respektem. Odgadł właściwie!
Djaro wyjął własną wizytówkę i podał Jupiterowi.
– Oto moja karta.
Bob i Pete oglądali wizytówkę zza pleców Jupe'a. Była bardzo biała i sztywna, wygrawerowano na niej pięknie: “Djaro Montestan”; nad tym widniał złoto-błękitny herb. Przedstawiał on coś, co przypominało trzymającego miecz pająka, zawieszonego na złotej pajęczynie, ale nie można było mieć pewności, gdyż rysunek był bardzo skomplikowany.
– To mój znak – powiedział chłopiec z powagą. – Pająk. To jest herb panującej w Waranii rodziny. Zbyt długo trzeba by wyjaśniać, jak doszło do tego, że pająk znalazł się w naszym rodowym herbie. Ogromnie się cieszę, że was poznałem, chłopcy – z tymi słowami uścisnął dłoń każdego z nich.
Ktoś zbliżył się do nich. Był to szczupły młody mężczyzna, o miłej twarzy, na której malowało się teraz zaniepokojenie. Musiał przybyć czarnym samochodem, który zatrzymał się za limuzyną. Gdy tylko się odezwał, stało się oczywiste, że jest Amerykaninem.
– Przepraszam, Wasza Wysokość, ale nasz program zaczyna się opóźniać. Szczęście doprawdy, że nie doszło do wypadku. Jeśli zamierzamy jednak zwiedzić dziś miasto, winniśmy już ruszać.
